1. Plugawa Arleta (I). Spadek


    Data: 30.01.2023, Kategorie: horror, duch, Autor: Man in black

    Wiadomość o stawieniu się na odczytanie testamentu w kancelarii prawnej Królewiecki, Lisicki i wspólnicy, zaskoczyła nas ogromnie. Szczególnie Paulinę, przecież to ostatnia wola jej babki, miała zostać odczytana na spotkaniu. Zapytałem żonę czy pamięta babcię, ale nie potrafiła niczego wyjaśnić. Była bardziej zaskoczona niż ja, przy czym mocniej dziwił ją fakt, że miała babcię, niż sam ewentualny spadek. Całą sytuację, skomentowała w typowy dla siebie sposób;
    
    – Wspomnienie o babci Arlecie, jest dla mnie jak czarno biała fotografia, na którą ktoś rozlał szklankę mleka.
    
    Wizyta w kancelarii przebiegła sprawnie. Po czterdziestu minutach Paulina została właścicielką nieruchomości stojącej w Miechowicach przy ulicy Szyb Zachodni. Potwierdzały ów fakt, zarówno dokumenty, które ściskała pod pachą, jak i uścisk dłoni antypatycznego prawnika. Muszę przyznać, że byłem podekscytowany. Pracowałem jako sprzedawca w salonie Opla, a żona po skończeniu filologii skandynawskiej, jako wolny strzelec tłumaczyła teksty dla różnych wydawnictw i firm turystycznych. Problem z jej pracą była taki, że raz ją miała, a dwa razy nie.
    
    Wklepałem adres w nawigację, ponieważ sama nazwa ulicy nic mi nie mówiła. Ruch, jak na sobotę, był całkiem spory, ale kiedy oddaliliśmy się od centrum, zrobiło się znośnie. Wreszcie, kiedy wjechaliśmy do miechowickiego lasu dziewięćdziesiątką czwórką, nie było na drodze nikogo innego. Skręciłem w lewo, zgodnie ze wskazaniem Hołowczyca. Ulica Szyb Zachodni była ...
    ... węższa, miała spękany asfalt i ograniczenie do pięćdziesięciu na godzinę. Krajobraz wokół nas tonął we wszystkich możliwych odcieniach szarości. Jakby ktoś wyssał wszystkie kolory. Pośród drzew dostrzegłem ruiny dawnego szybu zachodniego. Zrobiły na mnie upiorne wrażenie, raz ze względu na ich stan, dwa, ponieważ ich przemysłowy charakter, miał się nijak do lasu.
    
    – Uważaj! – Paulina zaparła się dłońmi o deskę rozdzielczą, a ja w ostatniej chwili minąłem menela w znoszonej wojskowej pałatce.
    
    Miałem już na końcu języka soczystą wiązankę, jednak żona nie znosi, kiedy przeklinam, więc ugryzłem się w język. Następny zakręt w prawo prowadził prosto w las. Droga była wąska, wysypana szutrem i dość wyboista. Na szczęście nie zajechaliśmy daleko. Osiedle było malutkie, położone na planie okręgu. Po jego zewnętrznej stronie stało pięć działek. Wewnątrz okręgu zauważyłem kilka kamieni, chaszczy i karłowate drzewa. Nagle nawigacja zgubiła bodaj wszystkie satelity, aplikacja zgłupiała, nie mogąc odnaleźć drogi, aż wreszcie Hołowczyc zaskrzeczał proroczo, „Zawróć, jeśli to możliwe”.
    
    Zatrzymałem się dokładnie pośrodku osiedla pod numerem pięć. Czułem coraz większe podniecenie, choć wyraz twarzy Pauliny zdradzał konsternację. Wyłączyłem silnik i wysiedliśmy, rozglądając się dookoła. W powietrzu unosił się intensywny zapach ziemi i gnijących liści. Rano trochę padało. Domy stały gdzieś tam w głębi działek, przyczajone za brzozami. Wszystko to bardziej przypominało opuszczony kemping niż ...
«1234...16»