-
Plugawa Arleta (I). Spadek
Data: 30.01.2023, Kategorie: horror, duch, Autor: Man in black
... cicho. Poza tym ta kobieta... miała taki nachalny makijaż... – zawiesiła głos i musiałem ją zachęcić, żeby kontynuowała. – Sama nie wiem, będziesz się ze mnie śmiał, ale odniosłam wrażenie, że gdyby zmyła ten wulgarny makijaż, nie dostrzeglibyśmy u niej żadnych rysów twarzy. Wiem, że to głupie. Kobieta bez twarzy, pięknie. Nie wiedziałem jak to skomentować. Uznałem Różę za babkę atrakcyjną na swój dziwny, drapieżny sposób, a moja żona stwierdziła, że kobieta maluje sobie twarz, żeby nas oszukać, że jest człowiekiem. Na szczęście nie oczekiwała, żebym się odniósł do tych słów. Po chwili odezwała się zamyślona. – Dom też nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Był taki zimny, ciemny... – urwała w pół zdania, ale tym razem odnalazłem się w sytuacji. Paulina czasami przerywała wywód, oczekując, żebym ją zachęcił do dalszej rozmowy. W ten sposób sprawdzała, czy słucham aktywnie. – Miałam wrażenie, jakby babcia Arleta, której nawet nie potrafię sobie przypomnieć, wciąż tam była. Pomyślisz pewnie, że mi odbiło. Cóż, przyznam, że tak właśnie pomyślałem. Kobieta bez twarzy zmarła babka wciąż mieszkająca w opuszczonym domu, co jeszcze? Nawiedzeni drwale i zmutowane wiewiórki? Tamto miejsce było dość osobliwe, ale ja miałem już dość mieszkania w bloku, dość szukania miejsca na parkingu. Miałem dość wielu rzeczy, które miałbym z głowy, gdybyśmy zamieszkali w domu z własnym ogrodem. Mimo to postanowiłem odpuścić. – Wystarczy wrażeń na dzisiaj. Pooglądajmy Wojewódzkiego – ...
... pomyślałem, że skoro ktoś ma robić z siebie błazna, niech to będzie ktoś inny, nie moja żona. * Dwa dni później, Paulina znalazła w skrzynce list. Pokazała mi go, kiedy wróciłem z pracy. Nie spodobała mi się mina żony. – Czytaj – po głosie domyśliłem się, że nie chodzi o kolejny spadek. Po krótkiej lekturze dowiedziałem się, że właściciel tej nieszczęsnej klitki, właśnie podwyższył nam czynsz. Cena wydała mi się zaporowa. Poczułem, jak zalewa mnie krew. Mógłbym pogryźć cholerne pismo. – Sukinsyn – miałem ochotę kopnąć jakiś mebel – pewnie znalazł jakąś studentkę, która będzie mu robić loda za niski czynsz. – Nie bądź wulgarny – pouczyła mnie. Złapałem za komórkę, chciałem zadzwonić do właściciela i powiedzieć mu, co o nim myślę, ale Paulina powstrzymała mnie. Stwierdziła, że mój telefon niczego w tej sprawie nie zmieni. Skoro wysłał pismo, a nie przyszedł do nas osobiście, według niej oznaczało, że facet jest zdeterminowany. – W takim razie, może wrócimy do kwestii domu w miechowickim lesie? – nie odpowiedziała, co wziąłem za dobrą monetę. Dwa dni później, poprosiłem w pracy o dzień wolny. Paulina upierała się, żeby zobaczyć dom w pełnym świetle. Pogoda nam dopisała. Pomimo jesieni, słońce od rana uśmiechało się do nas, a srebrzyste promienie potrafiły nawet oślepić. Niestety, kiedy dotarliśmy na miejsce, wszystko zszarzało, sparszywiało gwałtownie, bez ostrzeżenia. Zupełnie jakby słońce było namalowane akwarelą z użyciem zbyt dużej ilości wody. Po prostu ...