1. Plugawa Arleta (I). Spadek


    Data: 30.01.2023, Kategorie: horror, duch, Autor: Man in black

    ... rozmyło się na siniejącym niebie. Wokół nas rozlała się szarzyzna.
    
    Tym razem obeszliśmy budynek z każdej strony. Okna były całe, a mury wyglądały na zdrowe. W środku Paulina zajrzała pod kilka prześcieradeł i uznała, że chociaż meble są staroświeckie, to są zadbane, a niektóre wyglądają na wartościowe. Kiedy ponownie wyszliśmy do ogrodu, natknęliśmy się na Różę.
    
    – Mam nadzieję, że tym razem nikogo nie przestraszyłam? – uśmiechnęła się przyjaźnie.
    
    Można było odnieść wrażenie, że odrobiła zadanie domowe i stała się bardziej delikatna. Niespodziewanie zerwał się nieprzyjemny wiatr, który przyniósł ze sobą mżawkę. Kobieta zaprosiła nas do siebie na herbatę. Czuliśmy się zakłopotani, ale gdyby okazało się, że jednak tutaj zamieszkamy, lepiej było zadbać o właściwe relacje z sąsiadką. Róża zaprowadziła nas do swojego domu, który był pierwszym po naszej lewej stronie.
    
    Dom Róży był urządzony podobnie jak Arlety, czyli coś w stylu lat dwudziestych. Nawet papierowe tapety miały takie same wzory.
    
    – Miałyśmy identyczny gust – rzuciła, widząc, że Paulina otwarła usta zdumiona.
    
    Pomyślałem sobie wtedy, że może nasza gospodyni i babka Pauliny, były lesbijkami? To tłumaczyłoby, dlaczego Róża mówi o zmarłej wyłącznie w samych superlatywach. Posadziła nas przy stole i znikła w kuchni. Zacząłem zastanawiać się nad taką ewentualnością. Jednak Arleta musiała być stara, już w chwili śmierci, a Róża nie mogła mieć ode mnie więcej niż piętnaście lat. Wolę wyobrażać sobie lesbijki ...
    ... jako śliczne i zgrabne dziewczyny, które nie mają niczego naprzeciwko, żebym się do nich przyłączył, wręcz przeciwnie, pragną tego. Natomiast lesbijki w takiej konfiguracji jak Róża i Arleta, to było zbyt wiele jak na mnie.
    
    Na szczęście gospodyni wróciła z tacą, na której brzdękały porcelanowe filiżanki z parującym ciemnym płynem. Postawiła tacę na stole i odwróciła się w stronę schodów.
    
    – O, proszę. A to mój mąż, Henryk – wskazała starszego mężczyznę, który ostrożnie schodził po schodach.
    
    Facet był dużo starszy od swojej żony. Miał na sobie sztruksową marynarkę z łatami na łokciach i ciemne sztruksowe spodnie. Przywitał nas słabym głosem, przysiadł się i zwiesił mętny wzrok, gdzieś ponad stołem. Wyglądał na nieobecnego. Kiedy tak przyglądałem się potencjalnym sąsiadom, nie mogłem zrozumieć, na czym opiera się ich związek. Róża była kobietą z wigorem, wszędobylską, lubiącą dużo mówić, wściubiać nos tam gdzie nie trzeba i tak dalej. Górowała nad nim nawet fizycznie. Miała ogromne piersi, których staruszek nie potrafiłby uczciwie wymiętosić. Był wysuszony i pozbawiony życia. Patrząc na Henryka, zacząłem się zastanawiać, czy potrafi zaspokoić żonę.
    
    Tymczasem nasza gospodyni była w swoim żywiole. Jej wymalowane czerwoną szminką usta, niemal się nie zamykały.
    
    – A ty, czym się zajmujesz złotko? – zwróciła się do mojej żony, a kiedy dowiedziała się, że Paulina skończyła filologię, natychmiast wpadła jej w słowo – Nie może być. W takim razie musisz kogoś poznać. To ...
«12...456...16»