-
Plugawa Arleta (I). Spadek
Data: 30.01.2023, Kategorie: horror, duch, Autor: Man in black
... najstarszy członek naszej społeczności. Powoli zaczynałem się nudzić. Róża okazała się mniej drapieżna niż podczas pierwszej wizyty w Miechowickim Lesie. Znużony zacząłem zerkać w dekolt gospodyni. Naprawdę było na co popatrzeć, a wcięty dekolt rozbudzał wyobraźnię. – Był kiedyś antykwariuszem, dacie wiarę? Całe życie poświęcił, uganiając się, za tymi tam... no... jak on to je nazywał... – Róża szukała właściwego słowa – białymi krukami. Dokładnie, tak je nazywał. Białe kruki. Urwała na chwilę, spłukała gardło herbatą i zaraz rozgadała się na nowo. – Nie uwierzycie, ale dorobił się na tych książkach sporego majątku. Nagle gospodyni kątem oka, przyłapała mnie na bezwstydnym zaglądaniu w dekolt. Miałem szczęście, że Paulina pochylała się nad filiżanką herbaty. Mimo to Róża uśmiechnęła się, ale nie zrobiła niczego, żeby zakryć swoje kuszące piersi. – Ma w domu całą masę książek i niech mnie diabeł porwie, jeśli nie znajdziesz czegoś dla siebie – kąciki ust Róży uniosły się do góry. Nie byłem pewny jednego, czy to był uśmiech dla mnie, czy dla mojej żony? Kiedy sąsiadka zauważyła, że Paulina wpatruje się w filiżankę z marsową miną, od razu podjęła temat. – Jak smakuje ci herbatka? Wyglądasz na zaskoczoną. Paulina poczuła się zmieszana. Zarumieniła się. Przyznała, że nigdy jeszcze nie piła takiej herbaty. – Oczywiście, że nie piłaś, skarbie. Herbatę robię sama – zaskoczyła nas – Mąż poświadczy, prawda Henryku? – skarciła go wzrokiem. Henryk po ...
... krótkim zawiasie wrócił do swojego ciała, drgnął nieznacznie i przytaknął. Mógłbym przysiąc, że nie miał zielonego pojęcia, o czym rozmawiamy i chyba niewiele go to obchodziło. Zajrzałem do swojej filiżanki. Ciecz, która się w niej znajdowała, miała brunatną barwę, a zapach był... był po prostu szczególny. – W sklepie czegoś takiego nie kupicie. Zapewniam. W tych waszych supermarketach sprzedają same śmiecie, tymczasem w tym lesie, tak, skarbie – zwróciła się do Pauliny, wyczuwając jej niedowierzanie – dokładnie w tym lesie jest wszystko, czego potrzeba do przyrządzenia pysznej herbaty. Zamilkła zadowolona z siebie. Przez chwilę w salonie słychać było jedynie tykanie zegara. – Pijcie, kochani, herbatka jest ekologiczna – sama wzięła łyk, jakby chcąc nam dodać odwagi. Jej herbata smakowała dokładnie tak, jak wyglądał Miechowicki Las. Nieszczególnie. Koniec końców zaprowadziła nas do człowieka, o którym tyle opowiadała. Mieszkał w ostatnim domu po lewej stronie. Drzwi otworzyła tęga trzydziestoparoletnia kobieta w stroju pielęgniarki, na który nałożyła wełniany sweter zapinany z przodu na guziki. Naprawdę duże babsko. O ile Róża przewyższała Paulinę o głowę, to siostra Łucja, tak miała na imię, przewyższała nawet Różę. To tyle, jeśli chodzi o wzrost, bo tuszą przewyższała nas wszystkich. Miała agresywną twarz. Raczej nie wynająłbym jej do opieki nad kimś bliskim. Ruszyliśmy wypłowiałym dywanem do biblioteki, w której książki piętrzyły się na regałach i wprost na ...