-
Plugawa Arleta (I). Spadek
Data: 30.01.2023, Kategorie: horror, duch, Autor: Man in black
... mieszkalne osiedle. Dookoła panował bezruch. Jak okiem sięgnąć, żywego ducha. – Jak tutaj szaro – nie umknęło jej uwadze. Oprócz tego, że wokół było smętnie i popielato, to panowała cisza absolutna, nie licząc szmeru opadających liści. Poczułem się jakbyśmy byli na końcu świata. Z dala od cywilizacji. Wyjątkowo samotni. Być może Paulina też to poczuła, minę miała nietęgą. Weszliśmy przez zardzewiałą furtkę, która odegrała krótką, skrzekliwą arię na nasze powitanie. Dalej ruszyliśmy ścieżką wyłożoną piaskowcem i po chwili dostrzegliśmy dom. Nasz dom! Serce zabiło mi szybciej. Dach pokryty był starym łupkiem, notabene szarym jak wszyscy diabli. Pośrodku dachu zauważyłem miedzianą lukarnę, która dawno temu pokryła się patyną. Sam dom miał prostą bryłę. Jego szara fasada perfekcyjnie wtapiała się w jesienne tło. Duże wrażenie zrobiły na mnie porastające większą część ścian pnącza. O tej porze roku sczezły i zastygły na ścianach jak żałobny kir. Rozczapierzone, poskręcane, martwe. Sceneria bardziej przypominała wiktoriańską willę pełną duchów i wspomnień. Przecież byliśmy w sercu górnego śląska, do ciężkiej cholery. Czułem, jak bardzo spięta była moja żona. Zawsze była eteryczna, wrażliwa i delikatna. Mogę sobie wyobrazić, jak nasiąkała ponurą atmosferą. Do środka weszliśmy ostrożnie. Sam nie wiem, czego się spodziewaliśmy. Ducha babci Arlety, który będzie nas chciał oprowadzić po swoich włościach? A może tego, że wszystko zawali się nam na głowy zaraz po ...
... przestąpieniu progu? Trudno powiedzieć. Każdy człowiek w pewnych okolicznościach zachowuje się irracjonalnie. Dom wyglądał solidnie. Zanim otwarłem drzwi, przypomniałem sobie menela, którego omal nie rozjechałem. Miałem nadzieję, że nie zrobił sobie tutaj spelunki. W środku powietrze było zatęchłe. Czuć było wilgoć i charakterystyczny zapaszek typowy dla domu, który od dawna nie był wietrzony i ogrzewany. Jedynym lokatorem okazał się gęsty półmrok pełzający po suficie, ścianach, czający się we wszystkich kątach i zakamarkach. Największe wrażenie, zrobiły na mnie prześcieradła okrywające meble. Ktoś zadał sobie sporo trudu i zużył nie mało materiału. Całość robiła wrażenie jak plan filmowy horroru. Dom był duży. Według papierów miał dwieście pięćdziesiąt metrów. Nie w kij dmuchał. Na parterze znajdował się ogromny salon z kominkiem i gabinet oraz przestronna kuchnia. Na górze znaleźliśmy cztery pokoje. Gdyby nie prześcieradła, można by pomyśleć, że Arleta wyskoczyła na chwilę do apteki po leki na artretyzm. Na piętrze również królowały białe płótna, pod którymi rysowały się przeróżne formy i kształty. Przyglądałem się Paulinie, kiedy postanowiła zajrzeć pod jedno z nich. Robiła to powoli, ostrożnie jakby spodziewała się zobaczyć przyczajoną Arletę. Kiedy schodziliśmy na dół, zauważyliśmy czyjąś sylwetkę majaczącą w progu. Paulina drgnęła nerwowo. Poczułem, jak napiera na mnie plecami. – Mam nadzieję, że pani nie przestraszyłam? – usłyszeliśmy niski kobiecy głos. Po chwili ...