1. Plugawa Arleta (I). Spadek


    Data: 30.01.2023, Kategorie: horror, duch, Autor: Man in black

    ... niewyraźny cień wszedł do środka i po kilku krokach przeobraził się w wysoką kobietę. Miała na sobie czarny płaszcz, który zlewał się z długimi czarnymi włosami. Przedstawiła się jako Róża. Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem.
    
    – Przepraszam za najście... – rozejrzała się w holu – byłam przyjaciółką Arlety i kiedy zobaczyłam samochód... rozumiecie państwo? – przyglądała się na uważnie.
    
    Okazało się, że prześcieradła były jej pomysłem. Po prostu uznała, że meble nieboszczki zasługują na drugie życie. Dokładnie takich słów użyła. Rozmowa była trochę niemrawa. Paulinę ciągnęło do samochodu. Po chwili staliśmy na zewnątrz, przyglądając się budynkowi.
    
    – Jesteśmy malutką społecznością – Róża przeniosła wzrok z domu na mnie i żonę – a pani babcia zajmowała w niej szczególne miejsce.
    
    Intrygowały mnie oczy kobiety. Były takie hipnotyczne, sam nie wiem jak to nazwać. Jakby prześwietlała nas na wylot. Z jej twarzy, a nawet z całej sylwetki, emanowała niezwykła pewność siebie, charyzma i nietypowy seksapil.
    
    – Chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że Arleta była dobrym duchem naszej wspólnoty.
    
    Nie spodobało mi się słowo wspólnota. W jej ustach brzmiało dość dwuznacznie. W ogóle zaskoczyło mnie, że staruszka cieszyła się takim poważaniem. Niestety zarówno ja, jak i Paulina, nic nie wiedzieliśmy o Arlecie, więc należało przyjąć ten fakt do wiadomości.
    
    Róża wyraziła nadzieję, że dom będzie nam dobrze służyć, na co Paulina zareagowała dość szczególnie. Trochę jak nastolatka, ...
    ... która nie chce zaprosić do domu grubej koleżanki na potańcówkę, ale stara się przy tym nie sprawić jej przykrości. Zaskoczyła mnie. Przecież nie musiała się tłumaczyć obcej kobiecie. Z kolei Róża zachowała się równie irracjonalnie.
    
    – Bzdura, to piękny dom. Szkoda go tak zostawić na pastwę losu.
    
    W jej głosie dostrzegłem nutę irytacji, co wydało mi się, nie na miejscu. Ostatecznie kazało mi to sklasyfikować rozmówczynię jako jedną z tych „uczynnych”, wścibskich sąsiadek, które lubią wtykać nos w nie swoje sprawy i narzucać swoją wolę innym.
    
    Pożegnaliśmy się grzecznie i ruszyliśmy do samochodu. Oczywiście odprowadziła nas, a nawet otwarła drzwi Paulinie, która wyglądała na jeszcze bardziej zakłopotaną. Kiedy ruszyłem polną drogą, widziałem ją we wstecznym lusterku. Stała w miejscu i tylko jesienny wiatr rozwiewał jej imponujące włosy. Odprowadzała nas wzrokiem. Nie wiem dlaczego, ale skojarzyła mi się z Glenn Close z Fatalnego Zauroczenia. Przypomniała mi się scena, w której stała, w burzową noc, pod oknem Douglasa. Aż mnie przeszły ciarki. Uznałem szybko, że najwidoczniej uległem czarowi tego miejsca. Róża miała w sobie coś, co jednocześnie do niej przyciągało i odpychało.
    
    *
    
    Wieczorem siedzieliśmy w naszym wynajętym mieszkaniu na trzecim piętrze bloku z wielkiej płyty. Rozmawialiśmy o naszej wizycie w Miechowickim Lesie. Paulina początkowo nie była zbyt rozmowna i wyjątkowo negatywnie nastawiona.
    
    – Nie podobało mi się tam – przyznała. – Było szaro i potwornie ...
«1234...16»