-
Plugawa Arleta (I). Spadek
Data: 30.01.2023, Kategorie: horror, duch, Autor: Man in black
... parkiecie. Były po prostu wszędzie. Czegoś takiego nigdy nie widziałem. Niejedna biblioteka nie może się pochwalić taką kolekcją. Staruszek musiał kochać książki. Kiedy zobaczyliśmy właściciela, wyglądał raczej kiepsko. Siedział w wózku inwalidzkim, okryty kocem, a na jego kolanach leżała butla z tlenem. Wzrok miał matowy i nieruchomy. Jakby był martwy. Na twarzy wykwitły mu plamy wątrobowe, a włosy miał białe, jak te kruki, za którymi się uganiał. Nie sądzę, żeby był świadomy naszej obecności. Paulina na widok właściciela domu poczuła się zmieszana, próbowała się nawet wycofać, ale Róża zapewniła ją, że może buszować tutaj do woli. Kiedy żona już pokonała wstydliwą naturę, widziałem, jak pąsowieje na twarzy. Widok książek zawsze ją nakręcał. Szkoda, że ja tak na nią nie działałem. Podejrzewam, że Paulina niechętnie rozkładała nogi nawet po to, żeby zmienić podpaskę. Nie mówiąc o seksie. Kiedyś, na studiach, wydawało mi się to urocze. Sądziłem, że to minie. Nie minęło. Zostałem w tyle z Różą, obserwując, jak żona przegląda wolumeny. Dotykała je i kartkowała z takim nabożeństwem, że aż miło było patrzeć. Papier kręcił ją od dziecka. Nagle zatrzymała się przy jednym z regałów i zerknęła na grzbiet jednej z książek. Odniosłem wrażenie, że pobladła, ale była zbyt daleko, żeby stwierdzić to z pewnością. Wysunęła ostrożnie znalezisko, zerkając w naszą stronę jakby w obawie, że antykwariusz za chwilę zwyzywa ją od najgorszych. Siostra Łucja skinęła przyzwalająco. – ...
... Skugganumbók – szepnęła, dotykając dłonią grzbietu okładki. Zabrała opasłe tomiszcze i podeszła do nas. Księga wyglądała na starą. Miała drewnianą okładkę obciągniętą podniszczoną skórą. Pergamin zapisany był piękną czcionką w układzie dwukolumnowym, a okładka w rogach miała metalowe ozdobniki, które jednocześnie ją zabezpieczały. Myślę, że można nią było zabić. Taka była cegła. Tymczasem Paulina powtórzyła jeszcze kilka razy „Skugganumbók”. Widziałem w jej oczach błysk i przez chwilę pomyślałem, że być może opętał ją jeden z tych nordyckich bogów, którymi truła mi kiedyś głowę. Zachowywała się, jakby trzymała w dłoniach świętego Graala i praktycznie nie zwracała na nas uwagi. Róża uśmiechnęła się do mnie, a siostra Łucja wyprowadziła staruszka na zastrzyk. Na odchodnym kazała nam się czuć jak u siebie. Nie wiem dlaczego, ale odniosłem wrażenie, że Róża i tak czuła się, jak u siebie. – Pozwolisz, skarbie? – wskazała mały stolik kawowy, przy którym usiedliśmy i wyjęła księgę z rąk Pauliny. Przez chwilę pomyślałem, że żona nie będzie chciała oddać znaleziska. Wyglądała, jakby zobaczyła ducha. – Widzę, złotko, że ta książka zrobiła na tobie wrażenie – Róża uśmiechnęła się enigmatycznie. Żona spojrzała na nią jak nauczycielka patrząca na ucznia nieumiejącego wskazać na mapie Warszawy. Innymi słowy, spojrzała na kobietę jak na skończoną idiotkę. – To Księga Cieni. Mój Boże. Od wieków toczą się spory, czy ona naprawdę istnieje, czy jest tylko mitem. – Jak ...