-
Plugawa Arleta (I). Spadek
Data: 30.01.2023, Kategorie: horror, duch, Autor: Man in black
... widzisz, istnieje i ma się dobrze – uśmiech nie schodził z ust Róży. Paulina patrzyła na swoje dłonie, jakby nie dowierzając, że przed chwilą trzymała mityczną księgę. – No cóż, złotko, muszę przyznać, że masz oko. Jakub przed laty, zanim jeszcze zniedołężniał, suszył nam wszystkim głowy tym czymś. A wiesz, że on od dawna nosił się z zamiarem przetłumaczenia jej? To było głupie pytanie, niby skąd Paulina miała o tym wiedzieć. – Pewnie się teraz zastanawiasz, dlaczego tego nie zrobił? Prawda? Otóż widzisz, serce, on po prostu nie potrafił się z nią rozstać, a nie wpuściłby tutaj nikogo obcego. Róża błyskawicznie odczytała minę Pauliny. – Nie, moja droga, ty nie jesteś obca. Ty jesteś wnuczką Arlety, a jak już ci mówiłam, twoja babka była tutaj bardzo szanowana. Przez chwilę milczeliśmy wszyscy, aż nagle padła zaskakująca propozycja, która polegała na tym, że Paulina będzie mogła przetłumaczyć księgę i nawet ogłosić światu zaskakującą nowinę o jej istnieniu, ale dopiero po śmierci antykwariusza. Do tego czasu może nad nią spokojnie pracować, choć oczywiście był warunek. Musi mieszkać w pobliżu, czytaj - w domu Arlety. Róża dodała, że antykwariusz oferuje sześć tysięcy miesięcznie za jej pracę. Patrząc na to coś, co leżało na stoliku, było oczywiste, że nie da się tego zrobić choćby w rok. Przysłuchiwałem się temu z ciekawością. Miałem nadzieję, że mimo niechęci żony do tego miejsca zrozumie, że sześć tysięcy drogą nie chodzi. Tymczasem Paulina zbladła, ...
... jej wzrok zrobił się szklisty. Wstrzymała oddech na tak długo, że zaczynałem się martwić. Miałem wrażenie, że ktoś wyssał cały tlen z biblioteki. I nagle... – Zgadzam się – jakby ktoś wpuścił do pokoju świeże powietrze. * Dochodziła czternasta, w salonie Opla panował umiarkowany ruch, nawet nie spojrzałem na wyświetlacz, kiedy zadzwonił telefon. Odklepałem rutynową formułkę. – Zgadnij kto... Przez chwilę milczałem, próbując dopasować głos do twarzy. Brzmiał znajomo, miałem już mętny obraz przed oczami, kiedy nagle mnie olśniło. – Lucyna? – Bingo ogierze, trochę się zastanawiałeś, ale nie martw się, Lucynka wróciła i szybko utrwalisz mój seksowny głosik. – Rany, Lucyna... kiedy wróciłaś? Kopę lat – byłem zaskoczony jej telefonem. – Wczoraj, ale nie ważne. Słuchaj, może zjemy razem lunch? – Pewnie – zanotowałem adres hotelu, w którym się zatrzymała i zerknąłem na zegarek. Dochodziła czternasta. Poinformowałem koleżankę siedzącą biurko obok, że wychodzę na godzinę i pobiegłem na parking. Na szczęście ruch nie był duży. Lucyna to dziewczyna, którą poznałem, będąc jeszcze na studiach. Pracowała w dziekanacie i była obiektem pogardy współpracowników, koleżanek i studentów. W tamtych czasach miała tlenione włosy, tipsy, których nie powstydziłby się hrabia Drakula, nosiła krótkie spódniczki i w ogóle ubierała się wyzywająco. Była chuda, miała krzywe nogi i naprawdę wyglądała tandetnie. Była jak plaże Bałtyku, zawsze wilgotna. Uwielbiała seks i nie ...