1. Upadek (IV)


    Data: 04.02.2023, Kategorie: Klasycznie, delikatnie, pieszczoty, Autor: Ghost159

    ... ich tyle nabrało. Byli coraz bliżej, a ja nie miałem już siły, ostatkiem sił przyspieszyłem jeszcze i wybiegłem wreszcie z tunelu. Natychmiast skręciłem w lewo, niewielką uliczkę licząc, że uda mi się ich tam zgubić. Opierając się o ściany bloków nadal biegłem przed siebie ową uliczką i przez ułamek minuty sądziłem, że mi się udało, nie słyszałem krzyków, słyszałem tylko własny strach i bicie serca oraz płuca, które łapczywie łapały powietrze.
    
    - Nie! Nie! Niee! Boże nie!
    
    Uliczka się skończyła... Teraz pozostało mi już tylko czekać na śmierć albo na wybawienie. Oparłem się rękoma o ścianę, która stanowiła koniec feralnej ślepej uliczki i czekałem....
    
    Pojawili się nagle, wyłonili się z mroku i zbliżali się ku mnie by wykonać wyrok. Nie mogłem patrzeć na ich oblicza, bałem się, że nie zobaczę ludzi a potwory, zamknąłem oczy i padłszy na kolana zasłoniłem głowę rękoma. Trząsłem się panicznie, lecz mimo wszystko patrzyłem na pełną kałuż ziemię dostrzegając liczne buty moich katów, Byli już zaledwie metry ode mnie, stawiali pewne i spokojne kroki przybliżając się pewnie. Księżyc, którego odbicie dostrzegałem w kałużach świecił teraz mocno, jakby przyglądał się temu, co zaraz miało nastąpić, chwilę później nie widziałem go już, stali wokół mnie, ze wszystkich stron mnie okrążając i napierając na mnie swoimi ciałami. Nie wiem ilu ich było, jak wyglądali ani na co czekali, w pewnym momencie czując już ich oddechy uniosłem głowę, rozłożyłem ręce krzycząc przeraźliwie. Blask ...
    ... księżyca padł na mnie przez ten ułamek sekundy i oświetlił moje oblicze. Koniec! Dziesiątki wyciągniętych rąk przysłoniły się światło księżyca i zmierzały już prosto na mnie...
    
    - Wtedy właśnie następuje u mnie przebudzenie, co noc śni mi się to samo. Nie mogę nic na to poradzić panie doktorze. Naprawdę nie wiem, co robić.
    
    - To rzeczywiście okropny sen. Od jak dawna miewa pan ten koszmar?
    
    - Już kilka tygodni, wszystko zaczęło się po naszej ostatniej kłótni, tzn mojej kłótni z żoną. Nie możemy czasem dojść do porozumienia, jesteśmy cholerykami, a w dodatku jesteśmy bardzo o siebie zazdrośni. Rozumie pan prawda?
    
    - Tak, nie bardzo jednak wiem, co panu poradzić. Czy teraz jest już pan z żoną w dobrych układach, że się tak wyrażę?
    
    - Tak, już od dwóch tygodni wszystko jest dobrze. Oprócz tego koszmaru, nie mogę przez to normalnie funkcjonować, ciągle mam przed oczami te... te okropne sceny. A najgorsze, że wszystko zaczyna się tak pięknie. Wie pan jestem poetą, umiłowanie piękna to moja największa pasja. Opowiadałem panu zresztą wszystko, pamięta pan początek, gdy mówiłem jak to "Przemierzała cicho i delikatnie bezdroża mojej przygasłej wyobraźni, drażniła obumarłe zmysły i krzątała się po umyśle jak po dobrze znanym miejscu. Znikała bez pożegnania, rozpływała się w tajemniczej matni umysłu, tylko po to, by pojawić się nagle pośród mroku codzienności i zburzyć poznany już chaos zwykłego dnia. Tańczyła wtedy na marzeniach i snach, a przeskakując z jednego na drugie ...
«1234...»