-
Dziewczyna z prowincji część 1
Data: 10.02.2023, Autor: oskiboski
26 lat na karku, skończona magisterka, praca, dziewczyna, mieszkanie i setki planów w dużym mieście. Tak często wygląda minimum tego co oczekuje od życia młody człowiek. U mnie się udało. Nie mówię, że to przypadek. Myślę, że takie życie można uznać za efekt uboczny szczęścia i ciężkiej pracy. Oczywistą prawdą wydaje się fakt, że wszystko co dobre musi kiedyś się skończyć. Tak też się stało u mnie. Po pięciu intensywnych zawodowo i uczuciowo latach ta druga sfera życia zaczęła się nieco komplikować. Moja Karolina od zawsze lubiła błyszczeć. Rok starsza ode mnie, wygórowane plany, przerost ambicji. Spodobała mi się klasa, pozytywna energia, która od niej biła oraz chęć ''zdobywania szczytów'' za wszelką cenę. Rezultatem mojej fascynacji tymi cechami i jej nietuzinkową urodą był nasz kilkuletni związek i wspólne mieszkanie. Nigdy nie myślałem o drugiej stronie medalu, która zaczęła się ujawniać gdy zmieniła pracę na nieco mniej wymagającą i całkowicie nie przykuwającą wzroku innych ludzi. Stała się sfrustrowana. Zarówno w życiu jak i w łóżku zawsze była wariatką, ale taką z uśmiechem. Z czasem jednak stała się w obu tych sprawach freakiem z wiecznym grymasem na twarzy wołającym o mój wzrok i akceptację idiotycznych, desperackich zachowań. Ciągłe kłótnie sprawiły, że nie potrafiliśmy już na siebie patrzeć. W taki oto sposób zostałem sam w czterech ścianach. Młody człowiek + samotność + tętniąca życiem metropolia to działanie, którego wynik zapewne zna każdy z Was (nawet Ci ...
... którzy na maturze mieli ledwo 30% z matmy). Moje życie stało się pościgiem za pieniędzmi, który zaczynał się w senny poniedziałkowy poranek, a kończył się przed ostro zakrapianym weekendem. Po kilku miesiącach popijałem już też popołudniami w dni, w które byłem w pracy i moje znużenie oraz depresja sięgały już zenitu. Stwierdziłem, że muszę porzucić to życie. Postanowiłem zacząć od nowa w świeżym otoczeniu, spokojniejszym środowisku. W pewien marcowy poniedziałek po wielu deszczowych dniach zaczęły przebijać się przez zepsutą roletę pierwsze promienie wiosennego słońca. Nie na długo co prawda...Tak czy siak potraktowałem to jako bodziec i zebrałem się w sobie. Moją pierwszą czynnością tego dnia było śniadanie, a raczej produkt śniadaniopodobny który zjadłem szybko w obskurnym, pełnym wczorajszych typów osiedlowym barze. Zaraz po tym niezbyt przyjemnym przeżyciu przyszła pora na kolejne- złożenie wypowiedzenia. Ulżyło mi jednak kiedy okazało się, że szefa tego dnia nie było. Położyłem papiery na biurku i obeszło się bez rozmowy twarzą w twarz. Wiele dni upłynęło na załatwianiu spraw i dopełnieniu wszystkich formalności, dzięki którym mogłem porzucić dotychczasowe miejsce pobytu. W końcu przyszedł dzień, w którym spokojnie mogłem odetchnąć, wsiadłem w samochód i wyruszyłem tam gdzie chcieli mnie przyjąć czyli oczywiście do rodziców na prowincje. Przywitał mnie mój pokój, w którym przebywałem tylko podczas świątecznych odwiedzin. Automatycznie dzieciństwo stanęło mi przed ...