1. Amanda


    Data: 03.03.2023, Kategorie: uczennica, profesor, klapsy, Autor: PDS

    ... się uśmiechnąłem.
    
    Oddaliłem się w kierunku puszki z korkami by wcisnąć ten magiczny guziczek i rozjaśnić sobie całą sytuacje, ale niestety – korka brakowało.
    
    – Amanda, to nie jest śmieszne.
    
    – A co nie jest śmieszne panie profesorze? – zapytała ta pomysłowa kobietka stając przy moim boku w sekundę. – Może panu poświecę? – dopytywała.
    
    – Chyba oczami, zanim się zdenerwuje. Daj no ten korek.
    
    – Analny panie profesorze? – zapytała po chwili, a mi odjęło mowę tak jakby na dłużej.
    
    – Że co? – Zdziwiony byłem nie na żarty.
    
    – Że nic panie profesorze, tak mi się tylko skojarzyło – stwierdziła, ale jej dłoń dotknęła mojego uda powyżej kolana i zbliżała się coraz wyżej, w stronę brzucha.
    
    – Dobrze, chcesz się bawić. To się zabawimy – powiedziałem cicho sam do siebie. Połowę mojej wypowiedzi zapewne usłyszała, ale zdawała się tym nie przejmować.
    
    – A wie uczennica jakie to nieprzyzwoite tak odwiedzać nauczyciela w domu i wprowadzać jemu egipskie ciemności. To może na człowieka w średnim wieku podziałać jak silny bodziec erotyczny i to bardzo silny – mówiłem zbliżając się do niej wolnymi kroczkami, aż w końcu pleckami dotknęła ściany.
    
    – I co teraz panie profesorze? – dopytywała patrząc mi bezczelnie w oczy, widziałem te jej błękitne iskierki.
    
    – A teraz to uczennica Amanda Wieczorek powinna się chyba przekonać, że profesorowie miewają ciężkie dłonie, nie sądzisz? – zapytałem.
    
    – Nie, nie sądzę. Istnieje coś takiego jak nietykalność cielęca panie profesorze ...
    ... Górski.
    
    – Co jak co, ale na ciele to ty mi zupełnie nie wyglądasz – wypaliłem nagle i zacząłem się sam śmiać ze swojego żartu, a ona się naburmuszyła.
    
    – No i zepsułeś całą zabawę! – warknęła i tupnęła nóżką.
    
    – Ja cię naprawdę przepraszam, uwierz starałem się jak mogłem, ale to w ogóle jakaś paradoksalnie głupia sytuacja – wyjaśniłem tej małej blondyneczce.
    
    – Oj nie, nie, nie. To jest źle. Ja staram się wprowadzić do naszego związku odrobinę pikanterii, staram się jak żadna inna zapewne, a ty nazywasz to głupią sytuacją.
    
    – Paradoksalnie głupią – poprawiłem ją.
    
    – No właśnie, i psujesz całą zabawę i mój trud włożony w przygotowania – poskarżyła się.
    
    – Straszne, daj tą latarkę – warknąłem i nie czekając na jej reakcje wyrwałem jej latarkę z dłoni.
    
    – W ogóle mnie nie doceniasz.
    
    – A co tu do doceniania? Wzięłaś od Majki klucze i wyjęłaś korek, strasznie się napracowałaś, niczym pułkownik we wojsku na polu bitwy – odpowiedziałem z uśmiechem i drwiną, a ona była już bliska łez zapewne, jak to każda kobieta. No mogła też wręcz przeciwnie być wściekła jak osa, ale co mnie tam. Ciemno było to nie widziałem jej stanu, a tego czego człowiek nie widzi to mu jakoś mniej przeszkadza.
    
    – Jesteś wredny, bo rudy.
    
    – A ty pusta bo blond. Daj ten korek – wywarczałem niemal przez zęby i odwróciłem się do niej świecąc na nią latarką, bo wcześniej to świeciłem do skrzynki czy gdzieś tam go czasem nie ukryła, przecież nie od dziś wiadomo, że pod latarnią najciemniej. – ...
«1234...»