1. „Co to to nie!” – część 61 i 62


    Data: 07.03.2023, Autor: KociHopeCoop

    ... Zawsze coś w planie pierdolnie! I co Kruchej powiem? „Masz babo placka, zanim utniesz mi wacka?”. Dobitnie rozpierdoliłem sobie związek z Kruszonką.
    
    Słysząc wymamrotane słowa, robi mi się ciepło na serduchu. Jednak nie ominie nas poważna rozmowa. Mamy sobie tak wiele do wyjaśnienia, że dostaję gigantycznego pietra. Potwornie boję się prawdy, którą ziomek trzyma w ukryciu. Tak jakbym była niegodna jego tajemnicy. Całe szczęście wściekłość na mistera „Zbója” wyparowała jak wypite wczoraj procenty.
    
    Cybula ściąga patelnię z gazu, przekładając z niej coś na talerz, lecz przez szerokie bary, nie widzę co pichci, aż do czasu… gdy leje dosłowną biegunkę do płaskiego garnka.
    
    – Masz za rzadkie ciasto, dlatego rwą się niczym papier – szepczę, podchodząc do Maniucha. – Zaraz to naprawię. – Do miski z masą na naleśniki dosypuję więcej mąki i mieszam całość. Momentalnie papka gęstnieje.
    
    – Dzień dobry, Kruszonko. Chyba cię nie obudziłem? – pyta, składając całusa na mojej skroni.
    
    Chociaż mam niemiłosierną ochotę opowiedzieć o śnie, który nie daje mi spokoju, to postanawiam zachować go dla siebie. Może „śnik-bzik” nie ma większego znaczenia?
    
    – Nie. – Delikatnie się uśmiecham. – Czemu nie pojechałeś do pracy? – Chcę wiedzieć. Coraz bardziej nie podoba mi się olewanie pracowników. Szefowie własnej firmy tak nie postępują, ale co ja wiem o dyrygowaniu ludźmi pod sobą?
    
    Nalewam chochelką ciasto na rozgrzaną patelnię. Słyszę z boku ciężkie westchnienie tak, jakby Maniuś miał ...
    ... dość „mamczenia”.
    
    – Ponieważ jesteś dla mnie ważniejsza, a chłopaki nie są dzieciakami, żeby ich pilnować. Poza tym dałem wczoraj dupy. Zachowałem się egoistycznie. – Głaszcze dłonią łysy czerep. – Wiem, że masz całkowitą rację. A ja naprawdę nie chcę cię stracić. Znaczysz dla mnie ogromnie dużo, lecz ta sprawa z … – Sąsiad urywa w pół zdania, dlatego ukradkiem spoglądam na niego.
    
    Zapiera mi dech w piersiach, gdy Marian ociera łzy z policzka. Nawet ślepiec by zauważył ból zmieszany z bezradnością. Ta sytuacja go wykańcza. Widzę to.
    
    – Przygotujesz talerze? – Zmieniam temat.
    
    Mężczyzna z cichym „mhm” opuszcza kuchnię, a ja walczę z naleśnikową ciapą.
    
    Niespełna dziesięć minut później smaruję placuszek dżemem truskawkowym, natomiast ukochany wlepia kleks nutelli i zwija „eierkuchen” w rulonik. Przy stole panuje krępująca cisza, którą postanawiam przerwać.
    
    – Aleksandra ma tak samo gadane jak ty. Widać, twoja szkoła. – Zaczynam rozmowę. – Wspomniała o paru rzeczach i nie rozumiem, dlaczego nie miałeś odwagi mi o nich powiedzieć. Przecież wiesz, że możemy rozmawiać na każdy temat. Ciężko więc uwierzyć, abyś mógł zrobić sobie krzywdę lub zgodzić się na aborcję. – Biorę kęs w oczekiwaniu sensownej odpowiedzi. – Na marginesie – mlaskam. – Wyszły pyszne. Masz smykałkę. – Wskazuję palcem na jadło.
    
    – Mogłem się domyśleć, że „Olcia dostaje pierdolca” przyleci ze skargami na brata. Młoda nie potrafi trzymać dzioba na kłódkę. Powinienem odrąbać smarkuli ozór i dać dożywotni ...
«1234...»