-
„Co to to nie!” – część 61 i 62
Data: 07.03.2023, Autor: KociHopeCoop
... areszt. Może wtedy… – Maniek, wcale tak nie myślisz – upominam łagodnym tonem. – Mógłbyś przestać przezywać siostrę – ostrzegam. – Dziewczyna chciała dobrze. Gdyby nie powiedziała o tym, jak bardzo cierpiałeś po utracie ojca i… – Właśnie, Lidziu. Wypaplała sekrety, których najbardziej się wstydzę. Patrząc na drugą stronę medalu, jakby smycz wtedy nie puściła, to nie poznałbym Zośki, która zrujnowała moje życie. Taki pierdolony fart tylko ja mogę posiadać. – Nie gadaj w ten sposób. – Odkładam naleśnika z powrotem na talerz. – Tylko tchórze chowają łeb do piachu! – Czy on nie rozumie, że rani mnie tymi słowami? Zwłaszcza po takim koszmarze? Chce przez to powiedzieć, że żałuje naszej znajomości oraz razem spędzonego czasu? Nosz do chuja walca! Istny sztylet w środek serca! „Teraz dopiero podwójna krew mnie zalewa!”. – Człowieku, próbowałeś popełnić samobójstwo! Miałeś oczy zarośnięte pizdą. Skakałeś dookoła Zosi jak pieprzona kukiełka, a teraz srasz w gacie, zamiast powiedzieć mi w twarz, że wiedziałeś o dziecku?! – podnoszę głos. – Gdzie ty do kurwy nędzy masz jaja?! Nie wymagam zbyt dużo. Chcę poznać tylko pierdoloną prawdę! Nie dość, iż wstydzisz się naszego związku, to i własnego syna, który ma prawo mieć ojca! Nie zależy ci… Nagle Marian uderza pięścią o stół z taką siłą, że aż porcelana trzeszczy. – Stop! Stop! STOP!!! 62 Marian „Nie, kurwa! Tak to nie będzie!”. Zagryzam wargi, aby stłumić szalejące we „mła” emocje. „Serio, Lidziu? Za ...
... takiego mnie masz?”. – W tej chwili stul słodkie usteczka, kochanie, bo nie ręczę za siebie! – wybucham, może nazbyt ostro, jednak zwyczajnie nie potrafię utrzymać nerwów na wodzy. Krucha jest w błędzie, lecz wiem, iż wytłumaczenie tej pogmatwanej „situejszyn”, po raz kolejny rozerwie mi bebechy. Ale jak to mówią: „C’est la vie, choć upuści nieco krwi”. Siadając z powrotem na krześle zauważam, że czarna kipi ze złości. Jej ramiona opadają oraz unoszą się w furii, a zęby zaciska ogromną siłą woli. Jednakże mój wybuch wystarczająco ją zszokował, toteż siedzi cicho i nawet nie piśnie. „Może nieco wystraszyłem swoją lubą? A kit z tym! Czas wyłożyć kawę na ławę oraz łudzić się, iż nie uronimy ostatnich kropli”. – Zośka była w ciąży. To prawda. Nie mówiłem ci jednak tego, ponieważ stan błogosławiony uznawałem za czas przeszły. Dlaczego, zapytasz? Ano ze względu na fakt, że pewnego feralnego piątku zawiozłem pindę na zabieg do kliniki… Oczyska łani powiększają się znacząco. Otwiera buzię, chcąc zabrać głos, lecz do tego nie dopuszczam, ciągnąc wypowiedź: – Nie miałem zielonego pojęcia, iż nie dokonała aborcji. Oszukała mnie do imentu. Odebrałem ją następnego dnia. Bladą, opuchniętą od płaczu. Drżącą na całym ciele. Doszło do tego, iż miałem poczucie winy, nie tylko ze względu na podjętą decyzję, ale też przez to, że sprawiała wrażenie „poszkodowanej”. Zupełnie jakbym ją do tego zmusił. Podchodziłem do ówczesnej ukochanej jak do jajka, którego skorupkę sam rozbiłem o kant ...