1. Pan ognia (Sługa płomieni 5)


    Data: 09.03.2023, Autor: nefer

    ... Wtedy pozostaną tylko zapasy dostarczane przez pękate korabie duxa, ale gdy nadejdzie pora jesiennych sztormów, będą zmuszeni niesławnie odstąpić. Gdy na radzie książąt Rodmund zaproponował przeprowadzenie rekonesansu po północnej stronie zatoki, aby zbadać ewentualną możliwość przeciągnięcia okrętów na wody Dłoni lądem, w celu ominięcia silnie bronionego łańcucha, wszyscy skwapliwie na to przystali, a on sam zgłosił chęć udziału w tym wypadzie. Powodowała nim nie tylko obawa o losy wyprawy i narastająca nuda, ale i potęgujące się niezadowolenie pani Rianny. Musieli przejąć w jakiś sposób inicjatywę.
    
    Przeklinał teraz tę niewczesną niecierpliwość oraz własną naiwność. Miał na to mnóstwo czasu, podobnie jak i na ponowne przyglądanie się kamiennym murom fortyfikacji Chrysopolis. Tyle, że tym razem oglądał je z bardzo bliska i od środka. Ściśle rzecz biorąc, dostępny jego obserwacjom pozostawał tylko niezbyt duży ich fragment, widoczny w słabo oświetlonym lochu. Wypad potoczył się bardzo źle. Gdy oddalili się już od kilku okrętów Rodmunda, które wysadziły ich na północnym brzegu i zbliżyli się do zatoki, niespodziewanie pojawili się żołnierze cesarscy. W zbyt dużej liczbie, by wdawać się w bitwę. Pozostawał odwrót, który starał się zorganizować i osłonić. Wszystko szło w miarę dobrze do chwili, gdy nagle okazało się, że konni przydzieleni wyprawie przez Roberta Krótkonogiego znajdują się już na szczycie wzgórz i pospiesznie galopują ku zbawczym okrętom Rodmunda. Pozostawiona ...
    ... sama sobie straż tylna została otoczona i uległa przeważającym siłom. Większość jego ludzi poległa, ale on sam nie został nawet draśnięty. Przeciwnicy wyraźnie unikali z nim walki wręcz, za to mieli ze sobą sieci, w które po dłuższej chwili sprawnie go oplątali. Wszystko to wyglądało bardzo dziwnie i rodziło różne podejrzenia.
    
    Nie miał pojęcia, ile czasu spędził w tym przeklętym lochu rozjaśnionym tylko pochodniami, zapewne kilka dni. Nie traktowano go z nadmierną surowością, nałożono wprawdzie łańcuchy na przeguby rąk i nóg, ale niezbyt uciążliwe. Nie poskąpiono słomy, jedzenie podawano przyzwoite, wystarczająco dużo wody, by zaspokoić pragnienie i zachować czystość, po czym pozostawiano samemu sobie oraz ponurym rozmyślaniom. Dlaczego jednak nic się nie działo? Przecież cesarscy musieli wiedzieć, kogo pochwycili i powinni tę okoliczność wykorzystać. Sama bazylissa też została z pewnością poinformowana, jaki to jeniec dostał się w jej ręce. Nie zechce nawet ujrzeć na własne oczy swego dawnego adoratora, niedoszłego rycerza i wikariusza, któremu ofiarowywała szczególne podarunki oraz jeszcze bardziej szczególne przesłania? W to nie mógł uwierzyć. Jeżeli tym przedłużającym się oczekiwaniem chciała zasiać niepokój w duszy swego więźnia, to cel jak najbardziej osiągnęła.
    
    Nic dziwnego, że ucieszył się, gdy wreszcie usłyszał odgłos kroków odmiennych od ciężkiego człapania strażników, dostrzegł silniejszy niż zwykle poblask pochodni, a w końcu dobiegły go nabrzmiałe szacunkiem ...
«1234...40»