1. Sprzedaż kontrolowana (I)


    Data: 21.03.2023, Kategorie: enf, kryminał, koledzy, policjantka, Autor: MarekDopra

    Agnieszka stojąc w milczeniu, popijając od czasu do czasu kawę ze swojego ulubionego kubka w groszki, obserwowała mężczyznę siedzącego za weneckim lustrem. Dopasowany mundur policyjny leżał na jej smukłej figurze idealnie. Zawsze dbała, by kanty były idealnie wyprasowane, a biel kołnierzyka nieskazitelna. Trochę drażniło ją, że jej koledzy nie wkładają tyle wysiłku w utrzymanie swej garderoby, a przecież co jak co, ale mundur to powód do dumy i powinien być zawsze zadbany. Już nie miała siły zwracać im uwagi. Może reszta nie miała po prostu tyle szacunku do swej pracy co ona? Zresztą, co się dziwić, kokosów w tym zawodzie nie było, co w połączeniu z tak stresującym zajęciem nie motywowało za bardzo. Odrapane ściany, stare maszyny do pisania i rozklekotane meble także nie pomagały w utrzymaniu dobrej atmosfery. Ale Agnieszka była ponad to. Wkładała zawsze dużo wysiłku w swa pracę, a po niej wracała do swego mieszkania, zabierając zwykle jej część ze sobą. A mundur sprawiał, że naprawdę czuła się potrzebna i że to co robi ma sens. Zwiększał znacząco jej samoocenę. Dbałość o niego była dla niej tak ważna, że nawet teraz, gdy spostrzegła, że jej puściło oczko nad łydką w pończochach, spowodowało to u niej momentalny dyskomfort i niemal modliła się by nikt nie zauważył.
    
    - I jak ci idzie z delikwentem? – zapytała stojącego obok niej aspiranta Mirka – dasz sobie radę? Chyba już jest gotów. Ja muszę zmykać. Mam na dwunastą spotkanie z szefem i Andrzejem na wiadomy temat.
    
    - ...
    ... Tak?? A właśnie pół godziny temu mijałem się z nim i pędził na to spotkanie i mówił że ma na 11:30!
    
    - To gnojek! – wycedziła Agnieszka, odłożyła kubek, złapała grubą teczkę pełną akt, które przygotowała do spotkania i pobiegła niezdarnie na szpilkach w stronę korytarza. – To narka!
    
    Krew coraz bardziej w niej wrzała. To ona praktycznie prowadziła całą tę sprawę. Zbierała mozolnie dokumentację, zajmowała się całą najtrudniejszą robotą. A laury jak zwykle zbierał Andrzej. Nie lubiła go już od czasów, gdy trafił do nich prosto po szkole policyjnej w Szczytnie, którą ona opuściła o 3 lata wcześniej. Agnieszka, jako kobieta, zawsze musiała w tej pracy coś udowadniać, przechodzić samą siebie, mieć wszystko poukładane. Natomiast Andrzej, choć nie mogła powiedzieć, że się obijał, ale wiele rzeczy miał jako facet jakby podane na tacy. Lepiej się dogadywał z jej przełożonymi pomijając ją często w sprawach służbowych, tak jakby to, że była kobietą, znaczyło, że można czasem o niej zapomnieć. A przecież to ona prowadziła tę sprawę, ona była wyższa stopniem i to on de facto był w tym wypadku jej podwładnym. Ale teraz miarka się niemal przebrała. Rano mówił jej wyraźnie, że spotkanie jest o dwunastej. Niestety, celowo lub nie, ale minął się odrobinę z prawdą.
    
    Ledwo dysząc dotarła do drzwi szefa Janusza. Poprawiła się na szybko, wzięła głęboki oddech i otwarła drzwi.
    
    - Kogo my tu widzimy – usłyszała głos Janusza – w końcu raczył nas nasz rodzynek odwiedzić.
    
    Agnieszka nienawidziła ...
«1234...22»