-
Sprzedaż kontrolowana (I)
Data: 21.03.2023, Kategorie: enf, kryminał, koledzy, policjantka, Autor: MarekDopra
... wielokrotne uwagi kolegów mogły wyprowadzić z równowagi każdego twardziela. Jednak ona wymagała od siebie więcej. Po chwili z rezygnacją w oczach wróciła do auta. Wiedziała, że spotka tam pełne troski spojrzenie Andrzeja, ale jakoś je przetrzymała. Przetrzymała nawet to jak położył jej dłoń na ramieniu i zapytał: - Już dobrze? Zniosła nawet jego kolejny przejaw dobroci. - Nie martw się, nie umieszczę tego w raporcie – jego ton nie robił już na niej wrażenia – wiem, że dziś akcja, dużo stresów, ale dobrze się trzymasz, naprawdę. – Agnieszka znosiła w samotności to dalsze wiercenie. Zniosła nawet jego końcowy gwóźdź do trumny – Nie martw się, naprawdę jestem z ciebie dumny jak to znosisz. Po kilku kilometrach, w ciągu których Agnieszka doszła trochę do siebie, dojechali w końcu do niewielkiego hoteliku gdzieś na uboczu. Słońce było już bardzo nisko, a cienie drzew otaczającego lasku sprawiały, że na parkingu panował niemal półmrok. Stało tam kilka luksusowych samochodów. Jak widać "klienci" już tam byli. - Hotel Elwira. – szepnęła Agnieszka już niemal całkiem spokojna. Wiedziała, że przelewki się skończyły i teraz liczył się już tylko chłodny profesjonalizm. Ten hotel, w którym w zasadzie nigdy nie było gości z zewnątrz był jedną wielką pralnią pieniędzy i siedzibą grupy, którą rozpracowywała. Teraz tylko trzeba domknąć transakcję i w końcu trafią, gdzie ich miejsce. - Sprawdź nadajnik... - szepnął Andrzej. Nagle przeszedł mu humor. Zaczynała się ...
... najbardziej niebezpieczna część operacji. Teraz mogło zdarzyć się wszystko. - Nie musisz mi przypominać – Agnieszka nacisnęła dwukrotnie niewielki przycisk na ozdobnym klipsie w jej uchu. Po chwili usłyszeli w radiu kilka trzasków, które były potwierdzeniem odebranego sygnału. Nie mogli mieć przy sobie żadnego innego sprzętu poza klipsem, gdyż mogło to być zbyt ryzykowne. – Dobra, wbijamy – powiedział Andrzej zatrzaskując za sobą drzwi. Weszli po niewielkich schodkach do recepcji. Była urządzona bardzo przytulnie, cała w drewnie i z wygodnymi fotelami przy wejściu. Niestety, nikogo nie było w środku. Przez chwilę szukali dzwonka, ale gdzieś go wcięło. Usłyszeli jakieś dziwne dźwięki zza drzwi do zaplecza. Andrzej minął stół recepcyjny i otworzył je. Wtedy oczom Agnieszki ukazał się niezwykły widok. Jakiś mężczyzna trzymał recepcjonistkę przełożoną przez ramię znajdującego się tam fotela. Miała dłoń wykręconą na plecach, a jej głowa wciśnięta była w siedzenie fotela. Widać było, że nie może się poruszyć, a dosyć potężny mężczyzna po prostu... posuwał ją od tyłu. Trzymał drugą dłoń na jej nagim biodrze tak, że nie miała jak się wyrwać i było niemal oczywiste, że robi to wbrew jej woli. Mężczyzna obrócił się i warknął - chwila... Andrzej zamknął drzwi i uciszył gestem dłoni przejętą tym widokiem Agnieszkę. - Spokojnie. Nie panikuj. - Nie panikuję – syknęła. Nie dawała po sobie poznać, choć przejął ją ten widok. Chętnie by zareagowała, gdyby nie to, że w tej chwili ...