1. Deszczowe historie


    Data: 15.04.2023, Kategorie: spotkanie towarzyskie, wspomnienia, Autor: Indragor

    Było to w 1992 roku, trzy lata po słynnych przemianach politycznych i gospodarczych, dokładniej w drugiej połowie sierpnia tegoż roku. Czyli w czasach – tu ukłon w stronę młodszych czytelników – kiedy nie było Internetu, komórek, a nawet nie każdy posiadał telefon stacjonarny. Szkoła podstawowa miała osiem klas, przy czym oceny zaczynały się od dwójki a kończyły na piątce. Programy telewizyjne były dwa, nie licząc obcojęzycznych satelitarnych. Pierwszy regularny polski program komercyjny, jeszcze satelitarny, rozpoczął nadawanie dopiero kilka miesięcy później, w grudniu i to przez około cztery godziny na dobę. Co prawda tu i tam już w 1990 roku powstawały stacje telewizyjne, ale miały lokalny zasięg. Zresztą to, że były tylko dwa programy nie miało znaczenia, bo w ośrodku wczasowym, w którym dzieje się akcja niniejszego opowiadania, gdzieś na Żywiecczyźnie, i tak jedyny telewizor był zepsuty. W sumie to dobrze, bo chciałem trochę odpocząć z dala od cywilizacji, a przynajmniej na jej uboczu. Jak łatwo zauważyć luksusów nie było, ale za to było tanio. Zresztą nie oczekiwałem luksusów. Tam właśnie usłyszałem historie, które chcę wam opowiedzieć i które starałem się jak najlepiej zapamiętać.
    
    Dzień rozpoczął się kiepsko. Od rana, a właściwie już od poprzedniego wieczora lał deszcz. Nic ciekawego się nie działo, nudy, nudy, nudy. Można było tylko siedzieć w ośrodku, słuchać radia, grać w bilard albo czytać jakąś książkę wypożyczoną ze znajdującej się na miejscu biblioteki. ...
    ... Właściwie należałoby powiedzieć „biblioteczki”. Księgozbiór był niewielki, ale całkiem przyzwoity, chociaż składający w całości, a przynajmniej prawie w całości ze starszych wydań książek. Tak czy inaczej, zawsze coś ciekawego do czytania dało się znaleźć.
    
    Zaraz po obiedzie sięgnąłem po książkę, ale po kilkunastu minutach zrezygnowałem. Przedpołudnie również spędziłem z książką w ręku i miałem już po czubki uszu czytania. Zszedłem na parter budynku, gdzie nieco z boku od wejścia znajdowała się wnęka zwana „zakątkiem” z kilkoma zwyczajnym fotelami, takimi z drewnianymi poręczami, ustawionymi wokół prostokątnego stolika, a dokładniej rzecz ujmując, dwóch złączonych ze sobą stolików. Meble były dość mocno podniszczone, odrapane, z pewnością swoją świetność przeżywały dawno temu, w latach siedemdziesiątych a może nawet sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Podobnie zresztą jak cały ośrodek. Mimo to „zakątek” przyciągał ludzi, posiadał jakiś swój urok, być może za sprawą wielkiej palmy stojącej w kącie. Można było tam posiedzieć, pogadać, a nawet pograć w karty. Dlatego idąc w jego kierunku liczyłem na jakieś interesujące towarzystwo. Podchodząc usłyszałem głosy rozprawiających o czymś kobiet. Jak się okazało, gdy wszedłem do zakątka, siedziało tam pięć pań znanych mi już nie tylko z widzenia, ale też z imienia, w przedziale wiekowym 35-45 lat tak na oko. Może jedna była nieco młodsza. Nie takie towarzystwo miałem na myśli, ale trudno, na bezrybiu i rak ryba...
    
    – Nie przeszkadzam, ...
«1234...61»