1. Propozycja


    Data: 21.04.2023, Kategorie: wczasy, małżeństwo, przygoda, Autor: CichyPisarz

    Wszystko zdawało się być sprawdzone. Zawartość plecaka dziesięciolatki jadącej na wycieczkę szkolną, była ogarnięta jak trzeba. Jedzenie najważniejsze. Katarzyna kupiła wszystko w sklepie osiedlowym, tym najbliżej jej bloku. Znalazło się tam coś słodkiego, coś pożywnego i coś zdrowego, no i soczek, oczywiście ten bez konserwantów. Przewrażliwiona mama za każdym razem kupując go, dziwiła się, że za brak chemicznych dodatków tyle trzeba było płacić, a spożyć go należało błyskawicznie. Ale sama trzymała się pewnej diety, o córeczkę dbała jeszcze bardziej, więc w jej koszyku znalazło się może mało produktów, ale za to najlepszej jakości i prawie każdy z napisami "bio", lub "eko".
    
    Córka odprowadzona do szkoły, ucałowana i przytulona, teraz należało zdążyć do pracy. Katarzyna nienawidziła tego pośpiechu, który niezwykle ją stresował. Od dziecka wpajano jej w domu pewne zasady, było ich wiele, a wśród nich punktualność była jedną z kluczowych. Do przejechania miała może kilometr, ale jak na złość, ulice były zatłoczone jak w Warszawie w godzinach szczytu, a przecież to miasto należało do małych. Chyba wszyscy rodzice odprowadzający do szkoły dzieci, właśnie teraz wyjeżdżają. Cholera jasna! - pokręciła nerwowo głową, zastanawiając się, jak tu uniknąć tłoku. Może okrężną drogą? Będzie dalej, ale tam pewnie nie będzie tylu samochodów - szukała wyjścia z sytuacji. Nie chciała się spóźnić. Szef może dla pracowników nie był zbyt wymagający w tym względzie (a według niej powinien), ale ...
    ... ona była. Przełożony patrzył na kilkuminutowe spóźnienia z przymrużeniem oka, a Katarzynę najbardziej denerwowało, że część kolegów i koleżanek uczyniło z tego zasadę, zwyczaj.
    
    Dobra! Udało się! - odetchnęła, kiedy zaparkowała swojego dziesięcioletniego fiata brawo przed budynkiem firmy. Już dawno chciała zmienić ten wehikuł czasu, ale po tym jak jej życie się trochę pogmatwało, nie mogła pozwolić sobie na taką inwestycję.
    
    Dobrze, że mamy postęp cywilizacji - myślała zerkając na wyświetlacz telefonu, gdzie widniało artystyczne zdjęcie uśmiechniętej Misi. Pewnie chce się pochwalić, jak w zoo jest fajnie. Trzymając przy uchu telefon i słysząc rozpłakaną córeczkę, która skarżyła się na to, że ktoś ją w autobusie popchnął i wylała trochę soku na spodenki, o postępie cywilizacji myślała już trochę inaczej. Ach te telefony. Wszędzie cię znajdą - westchnęła.
    
    - Skarbie, to wyschnie, nie przejmuj się, wypierzemy - pocieszała szlochającą córkę.
    
    - Ale mam plamę. I jest mokro - marudziła Dominika.
    
    - Wyschnie - zapewniała mama. - Mówiłaś pani? Pani to widziała? To się stało chyba przypadkiem, co? - Teraz Katarzyna zrozumiała, że zrobiła to niepotrzebnie. Te pytania uruchomiły lawinę słów córki, która przez kolejne dwie minuty opisywała, jak to koleżanka ją potrąciła, kiedy chciała zająć swoje miejsce w autobusie i wydarzyła się ta cała tragedia z plamą.
    
    Jedynym pocieszeniem dla mamy było to, że dzięki rozmowie, Misia się wygadała, uspokoiła i przestała płakać.
    
    Gdzie ...
«1234...25»