1. Prowokując budowlańców.


    Data: 03.05.2023, Autor: horus33

    - Chłopaki, kawa gotowa – krzyknęłam przez otwarte okno.
    
    Moi dwaj pracownicy, chłopaki ledwie po dwudziestce podnieśli głowy i uśmiechnęli się w tej samej sekundzie.
    
    - Jasne szefowo, już idziemy – odezwał się ten gadatliwy, Krystian. Bez wątpienia był mózgiem duetu. To on ustalał ze mną cenę usługi, materiały i sposób wykonania, podpowiadał co zrobić lepiej. Podobało mi się to, że ewidentnie zna się na swojej robocie i gdy dochodziło do kwestii związanych z pracą zatracał swój cwaniacki humor i zmieniał się w konkretnego fachowca.
    
    Postawiłam na stole dwa kubki czarnej kawy, mleko i talerzyki z pączkami. To nie należało do warunków, na jakie się zgodziłam, była to wyłącznie moja własna inicjatywa. Już pierwszego dnia serce ścisnęło mi się, gdy zobaczyłam jak jedzą śniadanie siedząc na tarasie i pijąc kawę z jednego termosu. Następnego dnia zaprosiłam ich po raz pierwszy i od tej pory stało się to moją regułą. Niewiele mnie to kosztowało, a sprawiało sporo przyjemności, bo mogłam porozmawiać i niemal zawsze porządnie uśmiać. Chłopaki mieli niezwykły talent do przekomarzania się między sobą. Wiać było, że znają się nie od dziś i bardzo lubią.
    
    Usiadłam z nimi biorąc filiżankę w obie dłonie, przyglądając się jak pałaszują pączki. Ich żarłoczność podobała mi się bardzo. Fajnie było ich karmić, choć kawa w tak straszny upał nie była najlepszym pomysłem to obaj upierali się, że bez niej nie mogą pracować. Przyglądałam się ich postaciom przesuwając wzrokiem po opalonych ...
    ... na czekoladowy brąz torsach. Oczywiście przy plus trzydziestu stopniach i żarze lejącym z nieba mieli na sobie tylko szorty. Dawno nie widziałam tak dobrze zbudowanych chłopców. Ich bicepsy prężyły się pod skórą, na klatkach piersiowych i brzuchu zaznaczony był każdy mięsień. Oczywiście widziałam już lepiej zbudowanych mężczyzn na siłowniach. Jednak u tych tutaj pociągająca była myśl, że wszystko co widzę wyrzeźbił wysiłek i ciężka harówka nie sterylne sale siłowni. Wydawali mi się przez to twardsi, bardziej prawdziwi.
    
    - Uff, dzięki szefowo, było pyszne.
    
    - Najlepsza kawa jaką piłem – potwierdził ten zwykle milczący wysoki i zbudowany jak ciężarowiec Marcin. Tak się przedstawił, ale jego kolega nie mówił na niego inaczej niż Kolec. Obserwując ich pracę doszłam do wniosku, że choć Krystian był mózgiem to Marcin złotą rączką. Jego wielgachne dłonie miały prawdziwy dar i wydawało się, że czego by się dotknął to od razu mu się udaje. Chwalenie jej kawy było kolejnym rytuałem.
    
    - Jak zwykle przesadzacie – zbyłam ich pochwały – kurczę, ale gorąc. Nie wiem jak wytrzymujecie na tym słońcu.
    
    - Kwestia przyzwyczajenia, a pracować trzeba. Gospodyni musi być zadowolona.
    
    - Ja już nie wiem jak się ubrać. Wszystko od razu klei się do ciała – poskarżyłam się i zanim pomyślałam dodałam jeszcze – najchętniej chodziłabym nago.
    
    - Oooo! - uśmiechnął się Krystian – to by było coś. My na pewno nie mieliśmy nic przeciwko. Co nie Kolec?
    
    - Tak – wybąkał nieśmiało zapytany. Nieśmiałość ...
«1234...12»