-
Dogonić marzenia (II)
Data: 05.05.2023, Kategorie: porwanie, miłość, bez seksu, Autor: truecolorsss
Leżałam przez chwilę bez ruchu wsłuchując się w złowieszczy dźwięk budzika, wyłączając go włożyłam na nogi ciepłe kapcie, przeciągnęłam się, Kolejny dzień zawodów, rywalizacji. Chciałam dzisiaj poprawić wczorajszy wynik, stanąć na najwyższym pudle, zresztą kto by nie chciał. Przecież to marzenie każdego zawodnika, nie ważne jak doświadczonego. Zjadłam śniadanie, narzuciłam na siebie kurtkę, na głowę założyłam czapkę i wyszłam na dwór. Dla porannej rozgrzewki przebiegłam dystans do stajni szybkim truchtem. Po drodze zastanawiałam się czy spotkam tam Filipa. Chciałam go spotkać, zobaczyć, może nawet i... Opanuj się dziewczyno! Przecież za kilka godzin masz kolejny konkurs, nie możesz pozwalać sobie na takie myśli. Z uśmiechem na twarzy otworzyłam drzwi stajni, w środku wesoło witały mnie konie, wystawiając głowy do pogłaskania. Podeszłam do boksu Sentencji, patrzyła na mnie swoimi mądrymi oczami, przytuliłam twarz do jej chłodnych chrap. - Dzień dobry piękna, wsypałaś się? - klacz w odpowiedzi ujęła wargami garść moich włosów i lekko je zmierzwiła. Zaśmiałam się. Weszłam do boksu wsypując poranną porcje owsa, opowiadałam jej bajkę, lubiła to, wtedy się rozluźniała, a ja mogłam spokojnie rozmasować jej zastane przez noc nogi. Jakieś 20 minut później szłyśmy przez zaśnieżoną drogę, słońce powoli wdrapywało się na niebo, zapowiadał się całkiem ładny zimowy dzień. Nie chciałam myśleć o tym co wydarzyło się wczoraj w stajni, nie mogłam. Starałam się skoncentrować, ...
... wyrównać swój oddech z oddechem Sentencji. Mroźne powietrze chwilowo paraliżowało oddech, z niewiadomych przyczyn sprawiało mi to przyjemność. Szybkim krokiem wróciłyśmy do stajni, nikogo w niej nie było, czułam się zawiedziona, czyżby zaspał? A może... może to wszystko wczoraj było tylko chwilowe? Potrzepałam głową, odganiając od siebie ponure myśli. Spojrzałam w stronę boksu, w którym powinien stać ogier Filipa, był pusty. Stałam w bezruchu, bijąc się ze swoimi myślami. Chyba trwało to zbyt długo, bo zniecierpliwiona Sentencja pchnęła mnie nosem abym otworzyła jej drzwi do boksu. Opuściłam stajnie, rozglądając się, wypatrując swojego księcia na białym rumaku, jednak nikogo nie widziałam. Wróciłam do pokoju, wzięłam prysznic, ubrałam na siebie ciemne bryczesy i granatową sportową kurtkę. Usłyszałam niespokojne stukanie, raczej walenie do drzwi, szybkim krokiem ruszyłam w ich stronę, "Już idę" zamruczałam pod nosem. W drzwiach stał Filip, był przerażony i wściekły. - Gdzie jest mój koń?! - stałam zdziwiona wpatrując się w niego z otwartą buzią. - Ty byłaś pierwsza rano w stajni, mów gdzie on jest! - Jednym krokiem przebył dzielącą nas odległość, przyparł mnie do ściany, i chwycił za szyję, poczułam nagły brak powietrza. Próbowałam go odepchnąć ale bezskutecznie. - Chciałaś się pozbyć konkurencji, tak? No gdzie go ukryłaś? Czułam coraz większe szumy w głowie. Resztką sił kopnęłam go w krocze, cóż, zasłużył, po cholerę mi jego koń. Filip zgiął się w pół, zakrywając dłońmi ...