-
Dogonić marzenia (II)
Data: 05.05.2023, Kategorie: porwanie, miłość, bez seksu, Autor: truecolorsss
... obolałe miejsce. Na konia to on nie wsiądzie przez parę dni, trudno. Wzięłam głęboki wdech czystego świeżego powietrza i oparłam dłonie o kolana, czekałam aż w głowie przestanie mi się kręcić. Co to miało być! Po chwili wyprostowałam się i spojrzałam na jeszcze wciąż dochodzącego do siebie Filipa. Podeszłam do niego, jednak niezbyt blisko, nie wiadomo co mu odbije. - Posłuchaj no Ty! - Pogroziłam mu palcem. - Wchodzisz do mojego pokoju i oskarżasz mnie o kradzież konia?! Mam swojego, nie potrzebuje drugiego i dobrze o tym wiesz. - Byłam wściekła, okropnie wściekła. Dopóki na mnie nie spojrzał, widziałam w jego oczach przerażenie. Łagodniejszym już tonem dodałam – Nie było go rano w stajni. Byłam tam ok. szóstej. Myślałam, że poszliście już na spacer. - Usiadłam na łóżku. - Dlaczego ktoś mógł go ukraść? Może po prostu otworzył sobie boks i wyszedł na spacer, teraz błąka się po okolicy. Filip wziął głęboki oddech, wyprostował się. Spojrzał na mnie ze złością w oczach. Nie wiem co się z nim stało, zniknął. Jak możesz mi udowodnić, że nie kłamiesz? Może chciałaś pozbyć się mnie na czas zawodów. - Chodził nerwowo po pokoju, przeczesując palcami i tak zburtane już włosy. Nawet gdy był wściekły wyglądał bosko. Zatrzymał się i spojrzał mi w oczy. Nie mówił nic przez chwilę. - Jeżeli to Ty... - zaśmiał się. - Zaufałem ci wczoraj. Szybkim krokiem wyszedł z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Siedziałam w bezruchu zastanawiając się nad tym, co się właśnie stało. Stajnia ...
... jest monitorowana, niemożliwe żeby ktoś po prostu wyprowadził 600 kilogramowego zwierzaka i został niezauważony. Postanowiłam zbadać sprawę. Kilka minut później wchodziłam do stajni, w środku kręcił się policjant. Zauważywszy mnie, uśmiechnął się i podał swoje imię. Podałam mu dłoń, uścisnął. - Chciałbym zadać pani kilka pytań. Słuchałam go cierpliwie, odpowiadałam na zadane pytania. Kiedy zapytał, co robiłam wczoraj wieczorem, czułam jak na twarz wdarły się rumieńce. - Yyy, byłam tu w stajni z Filipem. - Spojrzałam w stronę Sentencji, przeżuwała siano nie zwracając na nas uwagi. - Zajmowaliśmy się końmi. Wtedy wszystko było w porządku. Komendant zadał jeszcze kilka pytań, po czym się oddalił. Dzisiejszy konkurs został odwołany, wszyscy zawodnicy mają być przesłuchani. Postanowiłam udać się na przejażdżkę, osiodłałam konia, ubrałam ciepłą czapkę, i wyjechałam ze stajni. Wolnym krokiem kierowałyśmy się przed siebie. Słońce było już wysoko na niebie, na policzkach czułam przyjemny chłód, a między nogami poruszającą się kupę mięśni. Rozglądałam się szukając śladu końskich kopyt, jednak nic nie znalazłam. Zrobiłam jeszcze kilka rundek wokół stajni i wróciłam do środka. Policja pobierała odciski palców z boksu. Filip siedział na kostce siana i rozmawiał z kimś przez telefon, kiedy mnie zobaczył odwrócił wzrok. Jakim prawem oskarża mnie o to, że ukradłam mu konia. Przecież nie musiałabym go kraść, żeby zdyskwalifikować go z zawodów. Słyszałam o wielu lepszych sposobach. ...