-
Wenus w futrze
Data: 09.05.2023, Kategorie: delikatnie, Autor: Zmijcia
... długimi godzinami. Kiedy skończyło się wino, Wenus zażądała, abym poszedł po lód w kostkach. Zgodziłem się bez zastanowienia. Kiedy wróciłem leżała już rozłożona niczym tygrysica na łożu rozkoszy. Nakazała, abym pieścił lodem jej stopy, piersi i wewnętrzną stronę ud. Kiedy dotykałem jej piersi czułem niemalże drganie jej skóry, czułem jej każdy oddech i głośne bicie serca. Wiedziałem, że ona już dłużej nie wytrzyma i że należy przejść, do głównej atrakcji wieczoru. Teraz znów ona przejęła inicjatywę, moja boska Sonia, moja Wenus w futrze... usiadła na mnie w pozycji amazonki, i połączyła się ze mną w głębokiej miłości. Tworzyliśmy jedną dusze i jedno ciało. Moje pocałunki błądziły rozkosznie po rozżarzonym ciele bogini o twarzy anioła. Czułem, że powodują one, że ogień płonął jeszcze bardziej, i bardziej, i bardziej... Kwiat lotosu mej pięknej Wenus, który zdołałem posiąść, nie szczędził mi czystej rozkoszy. Połączeni byliśmy cudowną przyjemnością. Ogień, który płoną w każdym z nas stał się jednym wielkim ogniem i wybuchł niczym Etna ze zdwojoną mocą... Cały akt gorączkowej miłości i płonącego pożądania uwieńczony został słodziutkim pocałunkiem. Usnąłem wtuliwszy się w piersi ukochanej. * * * * * * * * * * Obudziły mnie z letargu krople porannego deszczu, które głucho odbijały się od szyb hotelowych okien. Nim otworzyłem oczy wymacałem ręką pustkę obok mnie. Nie było mojej boskiej Wenus. Na poduszce ...
... leżała jedynie jej aksamitna apaszka spryskana perfumami o zapachu leśnych fiołków. Szybko poderwałem się z łóżka, i wbiegłem do łazienki. Patrzę - pusto. Nigdzie nie mogłem odnaleźć mej cudownej bogini. Moja Wenus rozpłynęła się gdzieś niczym anioł. To nie mogła być prawdziwa kobieta. To był diabeł wcielony w boskie ciało. Istny anioł zesłany mi przez los... Zrobiło mi się przykro, że ona już odeszła, że zostawiła mnie samego. Wiedziałem jednak, że była ona typem dominy, że taka była jej rola. Ledwie pojawiła się na horyzoncie mego życia, niczym słońce o wschodzie i odeszła równocześnie z jego zachodem. Ledwie zdołałem ją poznać, nawet nie zdążyłem zapamiętać rysów jej twarzy, a odeszła ode mnie tak szybciutko... Niczym mgła, która pojawia się wieczorem i niknie wraz ze wschodem słońca... Moja lilia, moja Bogini, moja Wenus w futrze... Przez długi czas po tym zajściu chodziłem do Café la Nuit, ale już nigdy potem nie spotkałem tam mojej boskiej Soni. Tylko czasem jeszcze widywałem ją w moich snach, z daleka, jakby przez mgłę... Nigdy więcej Sonia nie pojawiła się w moim życiu. Może to i dobrze. Kobieta Anioł w ludzkiej postaci została dla mnie legendą, nie odkrytą tajemnicą... Kiedy zamykam wieczorem oczy to marzę o tym by znów spotkać moją Wenus, żeby móc na nią popatrzeć choćby we śnie. Odeszła ode mnie tak nagle, bez pożegnania, zostawiając po sobie jedynie zapach fiołków na poduszce i aksamitną apaszkę...