1. Czarci Jar (VI). Koniec


    Data: 20.05.2023, Kategorie: groteska, sekta, Autor: Man in black

    ... trawił usłyszane informacje i starał się rozluźnić szczękę. Nie było to łatwe.
    
    – Przede wszystkim Mirka – nareszcie cholera puściła. – Prosiłem cię, żebyśmy niczego przed sobą nie ukrywali, tak? – odczekał, aż przytaknie. – Po drugie, zanim następnym razem użyjesz słowa tajemnica, zastanów się, czy można to powiedzieć inaczej. Chyba że chcesz mnie wykończyć. Zapomniałaś już, jak nienawidzę tajemnic?
    
    – Pamiętam – zamrugała skruszona.
    
    – Po trzecie, pewnie przyciągnęłaś wzrok przypadkowej kobiety, w którą się wpatrywałaś. Ludzie wyczuwają takie rzeczy, wiesz o tym, prawda?
    
    – Nie prawda... to znaczy tak wiem o tym. Ale to była ona, mówię ci.
    
    – Dość tego – przerwał stanowczym tonem, uderzając pięściami w stół. Swoją drogą nawet nie pamiętał, kiedy je zacisnął. Kilka osób odwróciło się na chwilę w ich stronę. – Powiem ci tyle. Wykorzystaj ten dzień na relaks. Wybierz się ze swoją nową koleżanką Leną na jakieś relaksacyjne zabiegi, a jutro zbieramy się stąd. Definitywnie.
    
    – Ale...
    
    – Definitywnie Mirka.
    
    Szarość dnia wlewała się przez okno. Smętne światło przywodzące na myśl brudną, mętną wodę muskało drewniane meble, rzucało na podłogę iluzoryczny kwadrat, który częściowo zachodził na przeciwległą ścianę. Seweryn zwilżył twarz ciepłą wodą i wycisnął krem do golenia na pędzel z końskiego włosia. Lena zbierała się do wyjścia.
    
    – O której wracasz? – mężczyzna wychylił głowę przez próg, zaglądając do pokoju.
    
    – Nie czekaj na mnie skarbie. Rozmawiałam z Mirką. ...
    ... Wygląda na to, że jej chłopak chce jutro wracać, z czego dziewczyna nie jest zbytnio zadowolona. Zamierzamy zaliczyć tyle zabiegów, ile się da. Nie masz nic przeciwko temu, że zjem z nią obiad?
    
    – Nie skąd.
    
    – Polubiłam ją, naprawdę. – Uśmiechnęła się do męża. – Zobaczymy się na kolacji w karczmie.
    
    Podeszła do niego, kiedy kończył nakładać białą pianę. Ostrożnie pocałowała go w usta, tak żeby nie upaćkać się kremem. Udało się. Zawsze to potrafiła. Pomachała mu na pożegnanie i po chwili zamknęła za sobą drzwi. W pokoju zaległa cisza.
    
    Seweryn wyszedł z łazienki i nagle stwierdził, że nie wie, co ze sobą zrobić. Spojrzał w okno. Niebo miało taki kolor jakby właśnie była piąta rano, spojrzał na zegarek. Dochodziła dwunasta w południe. Wszystkie znaki na niebie wskazywały, że lada chwila się rozpada. Powietrze stało się ciężkie. Kręcił się po pokoju, rzucając cienie tu i tam. Wreszcie stwierdził, że pójdzie na spacer. Nie miał ochoty na długą wycieczkę. Zastanowił się chwilę i nagle przypomniał sobie żwirową ścieżkę prowadzącą najprawdopodobniej wokół hotelu. Jeszcze tam nie zaglądał. Musiał wyjść na zewnątrz. Cisza tutaj była zbyt... zabrakło mu właściwego określenia. Zbyt martwa, kolego – podpowiedział mu wewnętrzny głos, a on zgodził się z nim.
    
    Wyszedł na zewnątrz i wciągnął powietrze, w którym czuć było zapach ziemi, leśnej ściółki, igliwia i – zamyślił się chwilę – chyba żywicy. Ciężka aromatyczna mieszanka. Zapalił papierosa, postawił kołnierz bluzy i wbił ręce ...
«1234...14»