-
Czarci Jar (VI). Koniec
Data: 20.05.2023, Kategorie: groteska, sekta, Autor: Man in black
... do kieszeni. Ruszył przed siebie. Lena nie lubiła, kiedy chodził z papierosem w ustach. Uważała, że to nie licuje z jego statusem. Poczuł się znowu jak mały chłopiec, który ściąga czapkę, gdy tylko znika matce z oczu. Lubi, nie lubi, przecież jej tutaj nie ma, prawda? – wewnętrzny głos zdjął z niego poczucie winy. Było szaro i dżdżysto. Ciemne, ciężkie chmury widziały tuż nad jego głową. Jedne były sine inne białe, a pozostałe szare, brudne jakby powstały z rynsztoka. W dodatku wyglądały, że są na wyciągnięcie ręki. Musiał powstrzymać absurdalną chęć wyciągnięcia w górę ręki. Mżawka była delikatna. Praktycznie niezauważalna. Była jak rak czy inne paskudztwo, które, choć z pozoru jest niewidoczne, nie zmienia faktu, że cały czas jest. Żwir chrzęścił mu pod stopami, a wypuszczany dym sprawiał wrażenie, że zostanie w powietrzu na zawsze. W ogóle nie było wiatru. Mniej więcej w połowie drogi zauważył, że z drewnianych bali wychodzi ściana szkła. Jakby ktoś wkomponował w hotel małą szklarnię. Podszedł bliżej i przysunął nos do szyby. Ze względu na wilgoć nie widział wszystkiego tak dokładnie, jakby chciał, jednak z całą pewnością był tam kominek, w którym płonął ogień. Zauważył też co najmniej dwa fotele, sofę i niewielki stoliczek. Było też kilka zielonych drzewek w ogromnych donicach. Nie widział ich co prawda, ale założył, że tak musi być. Toż to najprawdziwsza oranżeria. Zgasił papierosa i dla odmiany zaciągnął się świeżym powietrzem. Poczuł zapach szyszek i naszła go ...
... ochota, żeby usiąść tam, gdzie przed chwilą patrzył. Najlepiej przy kominku ze szklaneczką whisky. Lena przytaknęłaby mu. To przecież licuje z jego statusem. Z ich statusem. W hotelu zagaił pierwszą napotkaną pracownicę. Opowiedział jej o swoim najnowszym odkryciu. Był gotów zapłacić dodatkowo, żeby go tam wpuściła i poczęstowała najlepszą whisky, jaką mieli. Ku jego zaskoczeniu, jej blisko osadzone oczy nie wyrażały zdziwienia. Wręcz przeciwnie, na wąskich ustach kobiety przemknęło coś, co od biedy można by nazwać uśmiechem. Kazała mu iść za nią. W oranżerii było ciepło i przyjemnie. Zajął miejsce w skórzanym fotelu, w którym zatopił się wygodnie. Okazał się większy, niżby wcześniej przypuszczał. Za szybą, tam gdzie wcześniej stał i przyglądał się wnętrzu, widział w oddali las. Widok był trochę zniekształcony przez krople spływające po szybie. Przyjrzał im się przez chwilę. Spływały w dół, ciągle zmieniając kierunek. Jak myszy w labiryncie, pomyślał i odebrał od kobiety ciężką grubą szklaneczkę. Była wypełniona bursztynowym płynem niemal do połowy, a to już rozpusta. – Dwudziestopięcioletnia whisky, wyłącznie dla wyrafinowanych gości – głos pracownicy zabrzmiał nad wyraz sympatycznie, łaskocząc jego ego. – Dziękuję. Kobieta skinęła głową i dorzuciła do ognia kilka zielonych gałązek. Strzeliły iskry, coś zaskwierczało. Po chwili poczuł intensywny przyjemny zapach. Został sam. Usadowił się wygodnie, podsunął szklankę do nosa i wciągnął aromat. Na twarzy zakwitł mu ...