-
Pani w czerni, czyli opowieść Agnessowo-JoAnnowo-majówkowa (część 3)
Data: 01.06.2023, Autor: AgnessaNovvak
*** * Wysiadam z windy na jednym z ostatnich pięter obłożonego błękitnym szkłem wieżowca, górującego nad centrum miasta. Do tej pory wydawało mi się, że znajdują się w nim jedynie snobistyczne butiki, ekskluzywne restauracje czy przedstawicielstwa elitarnych firm finansowych, lecz najwidoczniej nie. Przystaję przed masywnymi drzwiami, oznaczonymi numerem podanym mi dyskretnie na recepcji, po czym wciskam przycisk wideodomofonu. Przystaję pośrodku ogromnego, urządzonego ze skrajnym minimalizmem pokoju. I oczekuję. Mojej Pani. Siedzącej w zamyśleniu w jednym z wielkich, ciągnących się przez całą długość ściany okien, która w końcu odwraca głowę i spogląda na mnie nieodgadnionym wzrokiem. – Podejdź! – Ton jest nieprzyjemnie chłodny, wytrącający mnie nieco z dobrego nastroju. – Obróć się! Jeszcze raz! Posłusznie prezentuję kreację, którą przecież sama dla mnie wybrała. Podejrzewam, że w jednym z horrendalnie drogich sklepów na dole, lecz z wiadomych względów wolę nie pytać. – Zapowiedziałam ci już, że nasze dzisiejsze spotkanie będzie… wyjątkowe. Tak dla mnie, jak i ciebie. Przyznaję, że od dłuższego czasu rozmyślałam o twoim oddaniu, poświęceniu oraz wierności wobec mnie. I dlatego postanowiłam, że charakter naszej znajomości będzie musiał się ulec zmianie. Od dzisiaj. Mam tylko nadzieję, że – zniża głos do praktycznie do szeptu, tak że końcówki bardziej się domyślam, niż w pełni ją rozumiem – nie będę tego żałowała. Oboje nie będziemy. Uśmiecham się ...
... lekko dla potwierdzenia, choć zasadniczo nie mam już bladego pojęcia, czego się spodziewać. Znowu! Choć przecież wiem od wystarczająco dawna, że Pani – wbrew usilnie stwarzanym pozorom – nierzadko bywa spontaniczna, zaskakująca czy czasami wręcz… humorzasta? Tak, to właściwe słowo, choć przecież nijak nie powinno pasować do doświadczonej dominy. A jednak! – Podaj mi dłoń! – rozkazuje. A może raczej zachęca? Wciąż nie mam pewności. Podnosi się, wspierając na mojej ręce i drobnym kroczkiem zmierza ku drugiemu pokojowi. Jak się okazuje – sypialni, której centralny punkt stanowi przeogromne, okrągłe łóżko… Że jak? Okrągłe? Stojące na samym środku? Nie potrafię ukryć zaskoczenia, na co Pani tylko uśmiecha się z przekąsem. – Mówiłam przecież, że przygotowałam coś specjalnego… No, zamknij usta, bo kogoś połkniesz! A teraz posłuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać! Karci mnie niby żartobliwie, lecz jej oczy wcale nie podążają za ruchem warg. Przeciwnie – bijąca z nich melancholia jest tak przejmująca, że momentalnie mi się udziela. W ostatniej chwili powstrzymuję smętne spuszczenie głowy, próbując skupić się na poleceniach. – Widzisz tę miseczkę na stole? To świeczka, w której zamiast wosku jest specjalny olej do masażu. Zgaś ją. Teraz ja usiądę, a ty będziesz po kolei ściągać ze mnie strój, począwszy od rękawiczek, a kończąc na… powiem ci we właściwym momencie! I po każdej zdjętej rzeczy masz mnie tym olejkiem natrzeć. Nie bój się, nie parzy. Czy wszystko jasne? Czekam ...