1. Pani w czerni, czyli opowieść Agnessowo-JoAnnowo-majówkowa (część 3)


    Data: 01.06.2023, Autor: AgnessaNovvak

    ... więc!
    
    Zakładam, że skoro Pani do tej pory nie nakazała inaczej, mam pozostać w ubraniu. Podwijam mankiety i z nieukrywaną ochotą zabieram się do pierwszego punktu programu – delikatnie podważam krawędź cieniutkiej satyny, powolutku rolując ją przez całą długość przedramienia. Gdy docieram do nadgarstka, chwytam za końce każdego z palców i lekko naciągam materiał. Finalnie zsuwam rękawiczkę i odkładam na bok. Nabieram na dłoń nieco śliskiej, przyjemnie ciepłej zawartości świecy, rozprowadzając ją po ręce Pani. Od paznokci, aż po odsłonięty bark.
    
    Przy pierwszej z rąk tylko mi się zdawało, lecz masując drugą mam już całkowitą pewność – Panią to podnieca! Chyba nawet bardziej, niż mnie. A może wyczuwa moje emocje, które dodatkowo na nią działają? Cóż, pewnie zabrzmi to próżnie, może wręcz megalomańsko, lecz taką właśnie mam nadzieję! Jeśli nawet nieświadomie jestem w stanie sprawić choć trochę przyjemności mojej najdroższej i jedynej kobiecie…
    
    Rozmyślając o tych wspaniałościach, schylam się i sięgam ku pończochom, gdy powstrzymuje mnie nagły rozkaz:
    
    – Teraz ty!
    
    – Nie rozumiem, moja Pani… – Dziwię się, nie zwracając większej uwagi na tak niezręczną odpowiedź.
    
    – Zdejmij górę. Życzę sobie, by każdemu elementowi mojego stroju towarzyszył twój. Rękawiczek nie masz, ale na przykład koszulę już tak. A reszty domyśl się samodzielnie!
    
    Tym razem ton jest cudownie słodki, usta unoszą się w uroczym uśmiechu, jednak przede wszystkim spojrzenie wypełnia… może nie od ...
    ... razu wielka radość, lecz na pewno i nie smutek. Widząc to, pozwalam sobie na odrobinę szaleństwa. Zamiast po prostu ściągnąć ubranie przez głowę, niemal teatralnie rozpinam guziki wspomnianej koszuli oraz rozsuwam jej poły, ukazując nagie ciało. Obracam się na pięcie, po czym zdejmuję ją najpierw z jednego ramienia, potem drugiego, aż w końcu kręcę nad głową i przerzucam przez pokój.
    
    Odwracam się i wbijam wzrok w Panią. Wyraźnie zaskoczoną, a także... Tak! Zadowoloną! Może nawet szczęśliwą? Próbującą równie usilnie, co bezskutecznie powstrzymać śmiech. Głośny, perlisty, a przede wszystkim szczery.
    
    *
    
    *
    
    Zdaję sobie sprawę, że moje zachowanie raczej nie jest wzorem posłusznej uległości, lecz nijak nie potrafię opanować wesołego nastroju. Przyklękam przed Panią z wciąż szczerze wyszczerzonymi zębami i najpierw zdejmuję parę lśniących lakierowaną czernią szpilek z krwistoczerwonymi spodami, po czym sięgam dłonią aż do połowy uda. Ostrożnie rozpinam pas trzymający pończochy z drobniutkiej siateczki i jedną po drugiej zsuwam je wolniutko. Nalewam nieco olejku już nie na dłonie, a bezpośrednio skórę nóg, jednak zamiast od razu rozpocząć masaż, poprawiam się w wytrenowanej do perfekcji, poddańczej pozie.
    
    Składam długi, czuły pocałunek na każdej ze stóp. Niech Pani wie, że pomimo rozluźnienia atmosfery, doskonale pamiętam o wymaganym protokole!
    
    Masuję palce, podbicie, pięty… Z wolna przechodzę ku kostkom, wcierając pachnącą słodką, niemalże cukierkową różą śliskość. Za ...
«1234...7»