-
Pani w czerni, czyli opowieść Agnessowo-JoAnnowo-majówkowa (część 3)
Data: 01.06.2023, Autor: AgnessaNovvak
... że za chwilę… Zaciskam zęby, próbując opanować łzy wstydu, zbierające się w kącikach oczu. Milcząco czekam na reprymendę. Wytłumaczenie. Naganę… Zrozumienie? Przeprosiny? Nie mam już nawet pojęcia, co. W zamian za to słyszę jedynie jedno słowo. – Klęknij! Momentalnie wykonuję polecenie. – Podnieś głowę! Tym razem się waham. Spoglądam na Panią, podnoszącą się z łóżka i stającą nade mną w rozkroku. Jest tak blisko, że czuję podmuch własnego oddechu, opływającego jej rozchyloną szeroko kobiecość. Pachnącą oszałamiającą mieszaniną słodyczy płatków róż oraz wściekle wrzącej żądzy. Błyszczącą nie tylko od olejku, ale także ściekającej po pofalowanych płatkach, gęstej namiętności. – Cóż, nie mam zamiaru ukrywać, że spodziewałam się takiej ewentualności… Ale nie bój się, nie mam do ciebie pretensji i nie będę miała. Wiem przecież, że mnie nie zawiedziesz! Masz w sobie dość sił, żeby… co ja w ogóle plotę? – nagle spięty do tej pory głos staje się tak swobodny, jak chyba nigdy wcześniej, a jednocześnie buchający pożądaniem. – Wycałuj mnie! Rozumiesz, co to znaczy? Wyliż mi cipkę! I przeżyj orgazm! Krzycz, stękaj, zachlap pościel! Rób, co chcesz, ale nie przerywaj! Chcę tego! Pragnę! Tutaj i teraz! Pozwalam ci na to! Rozkazuję! Tak! Ooo taaak… * * Przyznaję otwarcie, że nie zawsze zgadzam się z Panią. Czasami jedynie nieśmiało powątpiewam, innym razem bardziej otwarcie kontestuję jej decyzje czy poglądy, lecz tym razem muszę oddać sprawiedliwość – miała ...
... rację. Absolutną. Nawet nie stu-, a stujednoprocentową. We wszystkim. Już pierwsze muśnięcie mięsistych warg wywołuje jakże znajome spięcie mięśni. Wniknięcie języka pomiędzy nie rozpoczyna niedające się w żaden sposób powstrzymać pulsowanie podbrzusza. Objęcie ustami nabrzmiałej, rozpalonej do nawet nie czerwoności, a przekrwionego bordo łechtaczki, stanowi… nie jestem w stanie nawet nazwać tego uczucia. I nie próbuję. Poddaję się całkowicie wielkiemu orgazmowi przez jeszcze większe „O”, przeszywającemu calutkie moje ciało. Jakiekolwiek próby jego opanowania byłyby z założenia bezcelowe, jednak staram się przynajmniej hamować najsilniejsze spazmy i najgłośniejsze stęknięcia. Przez jakąś sekundę. No, może dwie. Potem poddaję się już jedynie szaleństwu szczytowania. Nie mam pojęcia jakim cudem, lecz udaje mi się nie przerwać wylizywania Pani. Spijania bosko słodkiego nektaru rozkoszy, wypływającego obficie z jej gorącego wnętrza. Gdy już opanowuję emocje na tyle, by móc w miarę normalnie myśleć – o ile w trakcie spełniania najskrytszego, oczekującego całymi latami na realizację marzenia, jest to w ogóle możliwe – staram się skupić na szczegółach. Zmieniam rytm ruchów języka, jego nacisk i głębokość liźnięć. Napawam się twardością łechtaczki, fakturą płatków oraz otaczających je, mięciutkich fałdek. Smakuję zarówno skórę, jak i wyciekające z wnętrza, kleiste soki. Oddycham ich niewalającym zapachem. Z każdą mijającą chwilą zdaję sobie sprawę, że nie tylko Pani, ale i ...