-
Pani w czerni, czyli opowieść Agnessowo-JoAnnowo-majówkowa (część 3)
Data: 01.06.2023, Autor: AgnessaNovvak
... ja coraz mocniej się podniecam. Znowu! Wtem dociera do mnie drżenie. Z początku delikatne, lecz w ciągu ledwie kilku chwil rozlewające się po całym ciele Pani. Widzę, jak chwyta palcami za swoje sutki, ściskając je mocno. Słyszę pojękiwania, przechodzące w krzyk, który… Wszystko kończy się równie nagle, jak zaczęło. Ot tak. Lecz nie dla mnie. – Przepraszam, moja Pani – chrypię, próbując ostatkiem woli opanować rozszalałe pożądanie – ale ja chyba… jeszcze raz… Widzę przecież, jak bardzo jest zmęczona. Mogłaby całkowicie mnie zignorować, odprawić jednym gestem czy nawet celowo poniżyć, pastwiąc się nade mną w dowolny, najbardziej okrutny i wyuzdany sposób. Ale nie! W zamian unosi wciąż półprzytomny wzrok, kładzie się na płask na plecach i podrywa rozchylone szeroko nogi. Wsuwa zakończone perłowoczarnymi paznokciami palce w mokre, wciąż drżące wnętrze, i rozkazuje roznamiętnionym głosem: – Twoja Pani wciąż ma ochotę! Pragnie jeszcze! Chce, byś poca… a tam, pieprzyć konwenanse! Wsadź mi język do dupy najgłębiej, jak potrafisz, i wyliż tak, jakby był to twój ostatni raz! Tracę świadomość. Nie jestem już w stanie jednoznacznie stwierdzić, do kogo należą wypełniające pokój pokrzykiwania. Czy zalewająca mi usta i ściekająca po brodzie lepkość jest moją własną śliną, czy tryskającą dokoła żądzą rozpalonej kobiety, w której tyłeczek właśnie się zanurzam? A może jeszcze czymś innym? Przeżywam kolejny dziki orgazm. I nie tylko ja. Próbuję kontynuować ...
... przynajmniej do momentu, gdy Pani ostatecznie przerwie pieszczoty, ale nie daję rady. Już nie. Osuwam się bez sił na podłogę. Wstaję. Zgodnie z życzeniem, pomagam Pani podnieść się z łóżka. Przecieram jej ciało wilgotnym ręcznikiem, przyniesionym z łazienki. Ubieram, począwszy od jedwabnych fig, a skończywszy na satynowych rękawiczkach. Podaję kielich, wypełniony po brzegi mieniącym się rubinowymi refleksami winem. W końcu – dopiero po spełnieniu wszystkich poleceń – zaczynam przysłaniać własną nagość. – Usiądź, proszę. Może być na fotelu. Jeśli chcesz, nalej sobie czegoś. A teraz mnie wysłuchaj. Tylko nie waż się przerywać, dopóki ci nie pozwolę! – Ależ Pani, ja nig… Przygryzam wargę w pół słowa i zgodnie z poleceniem przysiadam na szerokim, obitym pikowaną skórą siedzisku. Choć nie mam wielkiej ochoty, wrzucam do szklanki kilka kostek lodu i zalewam je bursztynowym płynem z pierwszej lepszej butelki. Sączę przyjemnie drapiący gardło płyn oraz poprawiam ubranie, by wyglądało idealnie – dopinam guziki w mankietach, układam fałdy koszuli… lecz przede wszystkim słucham. Z coraz większym niedowierzaniem. Pani z początku wychwala mnie tak mocno, aż czuję, jak płoną mi policzki. Przypomina o wierności wobec niej, całkowitym oddaniu czy gotowości do wykonania najbardziej nawet nieoczekiwanych życzeń. Później opisuje – z takimi szczegółami, aż momentami czuję się niezręcznie – jej własny stosunek do mnie. I wówczas ton zaczyna się zmieniać, a płynące z ust słowa, z ociekających ...