1. Pani w czerni, czyli opowieść Agnessowo-JoAnnowo-majówkowa (część 3)


    Data: 01.06.2023, Autor: AgnessaNovvak

    ... słodyczą komplementów, przeradzają się w gorzkie wyrazy rozczarowania. Nie mną, a właśnie nią samą.
    
    Wylicza jedną po drugiej, coraz bardziej poniżające i wyuzdane próby, które dla mnie wymyślała. Mówi o celowym unikaniu spotkań oraz późniejszym wzywaniu mnie dzień po dniu, nie pozwalając odzyskać pełni sił. Wspomina pełne perwersyjnej czułości chwile, gdy dopuszczała mnie do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Tylko po to, by zaraz potem brutalnie odrzucić. Opisuje, jak po każdym kolejnym razie czuła do siebie jedynie coraz większe obrzydzenie. Pogardę. Nienawiść.
    
    Przez naprawdę długi czas powstrzymuję się przed komentarzami, lecz w końcu nie wytrzymuję:
    
    – Pani moja, czego więc ode mnie oczekujesz? Powiedz, co mam zrobić! Wiesz przecież, że uczynię wszystko, byś była szczęśliwa! – rzucam w przypływie odwagi. A może głupoty?
    
    – Wszystko? Naprawdę? Uważaj z takimi deklaracjami na wyrost, bo przecież nie wiesz, czego mogę od ciebie zażądać! – pyta rozedrganym głosem.
    
    – Absolutnie wszystko! Powiedz tylko słowo! Czekam! – odpowiadam butnie.
    
    Pani mruży oczy. Spogląda na mnie nieprzeniknionym wzrokiem, jakby tocząc walkę ze sobą samą. Ostatecznie przygryza wargę, odkasłuje i oznajmia lodowatym tonem:
    
    – Zostaw mnie więc.
    
    Nie rozumiem. W żaden sposób nie jestem w stanie pojąć tego jakże przecież prostego przekazu.
    
    – Jak to? – Otwieram bezwiednie usta.
    
    – Po prostu. Zostaw. Wyjdź i już nie wracaj. Nigdy. Zapomnij o mnie. Tak będzie dla nas ...
    ... lepiej. Dla ciebie. Tylko najpierw... – Opuszcza głowę – zrób jeszcze coś. To będzie moje ostatnie życzenie.
    
    – Rozkazuj, moja Pani!
    
    Chwytam się w desperacji jej słów, mając nadzieję, że może jeszcze zmieni zdanie? Tak, na pewno!
    
    – Nie myśl o mnie źle po tym, co zrobiłam. I co jeszcze zrobię. Zachowaj o mnie dobre wspomnienia… Chociaż trochę, dobrze? Proszę... A teraz odejdź. Na zawsze.
    
    Przez moment łudzę się jeszcze nadzieją, że może to jakaś próba? Ostateczny sprawdzian mojego posłuszeństwa? Odporności? Zaufania? Niestety, jedno spojrzenie w głąb oczu Pani wystarcza burzy wszelkie nadzieje.
    
    Już pojmuję. Rozumiem wszystko.
    
    Podnoszę się, skłaniam bez słowa i noga za nogą, całkowicie wbrew sobie, podążam ku wyjściu. Stojąc w drzwiach dostrzegam jeszcze kątem oka, jak Pani odsuwa jedną z sięgających podłogi szyb, wpuszczając do środka podmuch niespodziewanie gorącego, majowego wiatru. Podnosi ze stolika kawałek sznura i zaczyna nim obwiązywać sobie oczy, po czym podchodzi pod samą krawędź okna.
    
    Wychodzę na korytarz i zamykam… Nie! To się tak nie skończy! Nie może! Nie dla mnie! A już na pewno nie dla Pani!
    
    W ostatniej chwili szarpię za klamkę i całą siłą ponownie otwieram skrzydło na oścież. Nie mam czasu, by zastanowić się, co tak naprawdę widzę. Nie rozważam, co najlepszego mogę w tej sytuacji zrobić. Działam instynktownie.
    
    Na jednym tchu przebiegam pędem przez pokój. Rzucam się, próbując pochwycić Panią, pochylającą się coraz mocniej ku ponad ...
«12...4567»