-
Swaty. Marta i rolnik - wersja…
Data: 21.06.2023, Kategorie: wieś, nauczycielka, pończochy, kuszenie, Autor: historyczka
... pełne, duże usta. Marta domyślała się odczuć targających mężczyzną. Chciała, żeby jej pożądał. Malując usta demonstrowała, że tak mocno je wycałował, że długo musi poprawiać szminkę, dlatego powoli przesuwała pomadką, ze szczególną dbałością o kontury. Krwisty kolor szminki działał na zmysły mężczyzny. Przyglądał się w milczeniu, przełykając ślinę. Niczym drapieżnik czekający na okazję. – Zenonie, czy już mój makijaż jest bez zarzutu? – zapytała filuternie. – A to trzeba się przyjrzeć… musiałabyś mi siąść na kolana… Marta udawała speszoną, zdawała się mówić: nie, nie, ociągała się, ale jednak wstała, okręciła się bokiem do mężczyzny i… usadowiła pupę na jego kolanach. Popatrzyła mu prosto w oczy i dostrzegła w nich niedowierzanie. Zenon rzeczywiście był zdumiony. – Więc, czy może być mój makijaż? – Czy może być?! Jesteś boska! Siedząc na kolanach, wyczuła twardy ucisk na pupę. Podnieciło ją to dodatkowo. – Och, Zenonie… Nawet nie wiesz jak na kobietę działają takie komplementy… Zobacz jak mi serduszko szybciej bije… – w tym momencie ujęła jego dłoń i położyła na swojej lewej piersi. Szybko poczuła, że wzwód jeszcze urósł. Jadwiga widząc, że „młodzi” obiecująco sobie poczynają, krzycząc, że przeprasza, ale pilnie musi iść na zmiankę do Maciejowej, opuściła dom. Martę szalenie podniecało, że została sam na sam z napalonym mężczyzną. Czuła jak bardzo chce być adorowaną, zdobywaną. – Zenonie, więc zostaliśmy sami, sam na sam… – łopotała ...
... rzęsami. Zenon przełykał ślinę. Wypowiedziane zdanie podsyciło jeszcze atmosferę. Nie wiedział co powiedzieć, ale chciał dodać sobie animuszu. – Chyba się mnie nie boisz? – silił się na uśmiech. – No wie pan, jestem bezbronną, słabą kobietką… taki atletyczny mocarz mógłby ze mną zrobić, co tylko by zechciał… Zenon doskonale wiedział co chciałby zrobić. – Och, panie Zenonie, proszę nie wykorzystywać swojej siły. Wiem, że mężczyźni tylko o tym myślą, żeby włożyć dziewczynie rękę pod spódnicę. – podjudzała kawalera. Zenon sam z siebie by się na to nie odważył, jednak nie mógł pozwolić sobie być gorszym od typowych chłopów. Niezbyt zdecydowanym ruchem ulokował dłoń na kolanie Marty. Był ciekaw czy ją odepchnie i obstawiał, że niestety pewnie tak. Alkohol jednak wspomagał skłonność do ryzyka. – Och, panie Zenonie! Co pan robi… – niezbyt stanowczo protestowała Marta, ale nie odpychała jego ręki. To ośmieliło Zenona. Zaczął powoli wsuwać dłoń coraz dalej, aż czubki palców znalazły się pod kiecką. Patrzył się przy tym kobiecie w oczy, uśmiechając się niepewnie. Marta wydęła usta w podkówkę, udając oburzenie. – Panie Zenonie, niech pan przestanie! Niech pan zabierze rękę spod mojej spódniczki! Nadal jednak nie odpychała ręki. Wyraźnie nie chciała go onieśmielać. Zenon trafnie to odczytał i kontynuował ekspansję. Gdy dotarł do koronkowej manszety pończoch, uśmiechnął się szerzej. Marta była wniebowzięta, ale starała się tego nie okazywać. – Oj, tam widno są ...