1. Nowa nadzieja


    Data: 02.07.2023, Kategorie: nieznajomi, spotkanie, Autor: Pavo

    A może to ja nie dorosłam do swych lat?
    
    Przechadzałam się w jedną i drugą stronę wzdłuż przystanku autobusowego, podczas gdy różne myśli krążyły mi po głowie.
    
    Przede wszystkim: co ja właściwie robię? Dlaczego tracę czas na ludzi których nie znam, z przyczyn które uznaję za idiotyczne? Koleżanka koleżanki biorąca ślub? I to miał być powód dla którego zawalam wolną sobotę? Mam gdzieś śluby i wesela ludzi którzy mnie nie obchodzą! No, ale przecież nie wypada nie iść skoro prosili. Chociaż, kto prosił? Panna młoda? Nie! Jej znajoma, która pełni funkcję świadka i najwyraźniej uznała, że im więcej ludzi na ślubie tym lepiej. Nawet jeśli będą to takie indywidua jak ja, które nie znają osobiście państwa młodych. Ale, co tam. Im nas więcej, tym weselej. A potem można się pochwalić: „Na moim ślubie było dwieście osób”! Ale po co to komu? Do statystyk? A może chodzi o to, że będzie można pochwalić się wszystkim wokół, a zwłaszcza tym, którzy na ślub nie zostali zaproszeni?
    
    Poczułam się jak pionek w grze, która toczy się za moimi plecami, a której nie jestem w stanie w żaden sposób przerwać. Ale nie to było najważniejsze. Bardziej niż bycie nic nieznaczącą postacią na scenie czyjegoś życia zirytował mnie inny fakt.
    
    Miałam dwadzieścia siedem lat, a to był piąty ślub w tym roku na który się wybierałam. Na litość, czemu to ludziom tak do szczęścia potrzebne?! Mieć mniej niż trzydzieści lat – to przecież najwspanialszy wiek jaki można sobie wyobrazić! Człowiek jest wciąż młody, ...
    ... a jednocześnie już nieco doświadczony. Ma za sobą mniej lub bardziej udane związki, wie do czego dążyć a czego unikać. I właśnie w takiej sytuacji się znajdowałam! Wciąż chciałam czerpać z życia pełnymi garściami! A że nie byłam już mającą nieskończoną ilość wolnego czasu studentką, tylko pracującą na pełny etat kobietą? Jakie to miało znaczenie?!
    
    Cóż, jakkolwiek dla mnie żadne, tak dla większości osób z mojego otoczenia – wiążące. Z przerażeniem odkryłam, że gros moich znajomych marzy o jednym – ślubie, mieszkaniu, rodzinie, dziecku, ciepłych kapciach i budzeniu się przez najbliższe czterdzieści lat u boku tej samej osoby. Ciekawe czy zdawali sobie sprawę, że w skład tego pakietu wchodzi też niemalże dożywotni kredyt.
    
    W każdym razie, czułam się jak wśród dinozaurów. Nie potrafiłam zrozumieć, co im wszystkim odbiło! Czy zakończenie studiów i zbliżanie się do trzydziestki miało oznaczać rezygnację z siebie? Nie zamierzałam na to pozwolić! Problem polegał na tym, że wśród znajomych zaczęłam być odbierana jako niedojrzała, jakbym na nowo stała się dzieckiem... A przecież ja tylko chciałam żyć jak dotychczas! Nie zamierzałam poświęcić reszty życia na grzebanie się w pieluchach i ratach kredytu hipotecznego! Dlaczego wszyscy mieli inne zdanie?! Tak chciałam jeszcze coś osiągnąć, jeszcze coś przeżyć, a tymczasem otoczenie ujawniało się jako kula u nogi, która chce ściągnąć mnie na dno oceanu życia.
    
    Chciałam wierzyć że to co wyznaję jest słuszne, ale jak tu wierzyć, kiedy ...
«1234...8»