-
Utracona skromność - Julia (III)
Data: 03.07.2023, Kategorie: romantycznie, delikatnie, cyber, kamera, Autor: BlueNight
Czasem, gdy dajemy się ponieść przyjemności, nasze sumienie staje się uśpione. Łechtani zastrzykami dopaminy, lekką pieszczotą ośrodka nagrody, czy podnieceniem wywołanym czymś nowym i do tej pory obcym. Sumienie chowa się, wtedy grzecznie za tylnym fotelem twojej świadomości. Od czasu do czasu tylko pomrukuje gniewnie. Potem robi się cicho, a ty siedzisz z kubkiem kawy, patrząc na krople deszczu spływające przez okno, a dopaminowy haj przyjemności jest tylko kolejnym wspomnieniem. W tym dokładnie momencie czułam się, jak ostatnia suka. Chociaż od ostatniego razu w domku, na skraju jeziora minęły już przeszło dwa miesiące, coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, że zrobiłam coś bardzo głupiego. Kolejny łyk kawy i kapanie wody o parapet pustego mieszkania. Z Piotrkiem przyjaźniłam się już od początku studiów. Zaczęliśmy się spotykać, krótko po mojej przygodzie nad jeziorem. Z początku było miło, tak zwyczajnie miło i dobrze. Widzieliśmy się niemal codziennie, a coraz częściej rozmawialiśmy o tym, by razem zamieszkać. Czułam się przy nim dobrze, ale czegoś brakowało. Szczerze, nie mam pojęcia, czy ten brak był we mnie, ale jak dostałam miesiąc temu SMS od doktora z propozycją spotkania, to… Aż sama nie wiem. Odłożyłam telefon na bok, a moje rozbiegane spojrzenie musiało zwrócić na mnie uwagę Piotrka. Wzięłam tylko głębszy oddech i spławiłam go jakimś drobiazgiem. Pamiętam, jak potem zamknięta w łazience czytałem słowo po słowie, znak po znaku, wiadomość od Marka. Potem nerwowo ...
... odpisałam mu, krótkie – „Już nie mogę. Mam kogoś. Przepraszam”. Odpowiedział po chwili – „Rozumiem”. Już więcej nie pisał. Gdy spotykaliśmy się na uczelni, tylko lekko uśmiechał się na mój widok. Gdy przechodził obok czułam się trochę nieswojo. Witał się ze mną zawsze tym swoim spokojnym, głębokim głosem – „Dzień dobry pani Julio”. Teraz byłam panią Julią. Z jednej strony cieszyło mnie to, że nie robił scen. Chociaż, mogłam się spodziewać. Podszedł do mnie, jak dojrzały mężczyzna, miło czasem na takich trafić. Wiem, że dobrze zrobiłam. Tylko, dlaczego wciąż nie mogłam przestać myśleć. Byłam jak naćpany szczur z tego starego doświadczenia. Gotów zdechnąć, byle tylko dostać kolejną dawkę przyjemności. Kilka razy próbowałam namówić Piotrka, by był mniej delikatny dla mnie, po prostu. Wtedy albo patrzył na mnie dziwnie, albo zamiast podniecenia oboje tarzaliśmy się ze śmiechu. W duchu jednak dalej czułam nieprzyjemną pustkę. Kolejny łyk kawy, promienie słońca zaczęły przebijać się przez szyby. – Muszę z tym skończyć – mówię niczym magiczne zaklęcie. Opróżniam kubek, czując nieprzyjemny smak fusów. Wracam zmęczona po długim dniu. Uczelnia, poprzetykana pracą w kawiarni to złe połączenie zabierające większość wolnych chwil. Nawet Piotrka widzę coraz rzadziej, chociaż mieszkamy ze sobą od kilku tygodni. Zbliżam się do drzwi i wsuwam ostrożnie klucz. Przekręcam i wślizguję się do wnętrza. Trochę, jak złodziej, unikając niewygodnych rozmów. Odwieszam płaszczyk, uświadamiając ...