1. Mafia: Rzady bezprawa. Czesc 4 (ostatnia)


    Data: 15.07.2023, Kategorie: Inne, Autor: Jerzy Jaśkowski

    ... swoim fachu, to myślę, że znajdziemy tutaj dla ciebie miejsce - powiedział Ronald - Możesz na razie usiąść i poczuć się jak u siebie w domu.- Teraz to Syndykat Zbrodni stanie się prawem. Każdy uliczny bandyta będzie od dzisiaj musiał dla nas pracować, w przeciwnym wypadku zostanie zlikwidowany - mówił Augustino.- Powinniśmy pokazać swoją siłę! - krzyknął ktoś z zebranych w sali.- I zrobimy to! - krzyknął Diamond - Zabijemy komisarza miejskiej policji. Będzie to dobry pokaz naszych możliwości, nasi wrogowie zaczną srać pod siebie - kontynuował.Na te słowa gangsterzy odpowiedzieli oklaskami. Już wkrótce cały Nowy Jork poznać miał na własnej skórze, czym jest brutalny i bezwzględny Syndykat Zbrodni.Tego dnia komisarz nowojorskiej policji John Rolff, jak zwykle, przebywał w swoim gabinecie, zajmując się codziennymi obowiązkami. Niedawno dowiedział się o śmierci agenta FBI Thommy'ego Monaghana. Już dawno przewidział to, więc nie był tym faktem szczególnie zszokowany. Od zawsze policjant wiedział, że z tutejszymi gangsterami żartów po prostu nie ma. Po skończeniu pracy, mężczyzna opuścił budynek komisariatu, wsiadł do samochodu i odjechał w kierunku domu. Po pół godzinnej drodze dotarł wreszcie na miejsce. Wysiadł z pojazdu. Była godzina 22.00. Szedł jedynie lekko oświetloną ulicą. Spostrzegł dwóch młodych ludzi podążających za nim.- Pewnie to jacyś uliczni złodziejaszkowie - wymamrotał do siebie cicho, ręką dobywając pistoletu w kieszeni.Podejrzani mężczyźni rzucili się ...
    ... natychmiast na komisarza, błyskawicznie obezwładniając go i rzucając na ziemię. Wyrwali mu z ręki broń i zaczęli go kopać. Jeden z napastników ogłuszył funkcjonariusza. Ten zemdlał. Gangsterzy załadowali go do bagażnika samochodowego, po czym odjechali.Komisarz Rolff ocknął się po upływie kilkudziesięciu minut. Leżał przywiązany do starego łóżka w jakimś potwornie zaniedbanym pokoju. Smród unoszący się w powietrzu był nie do zniesienia. Nagle do pomieszczenia weszli dwaj bandyci, którzy napadli na ulicy mężczyznę. Spojrzeli na swojego więźnia i zaczęli wrednie się do niego śmiać.- Teraz jesteś całkowicie na naszej łasce, policyjny śmieciu. Pozdrowienia od Syndykatu Zbrodni - powiedział jeden z gangsterów, wbijając nóż w dłoń związanego. Ten aż zawył na cały głos z bólu.- Kim wy, do kurwy, jesteście? Zabijcie mnie już, bo nie zniosę takich tortur - błagał komisarz.- Chciałbyś. Będziemy dręczyli cię tak długo, aż wysrasz własne flaki. Będziesz kwiczał jak zarzynany dzik! - otrzymał w odpowiedzi.- Nie! - rozległ się po całym pokoju głośny okrzyk rozpaczy.Gangsterzy całą noc brutalnie torturowali komisarza, wymyślając coraz to bardziej zwyrodniałe sposoby upodlania człowieka. W końcu na ranem zdecydowali się dobić ledwo żywego mężczyznę ''łaskawym'' strzałem z rewolweru w potylicę. Nie mniej swoją robotę wykonali dobrze. Powiadomili swoich przełożonych o wykonaniu powierzonego im zadania.Tymczasem nadszedł już nowy rok 1946. Członkowie Syndykatu nie próżnowali. W ciągu ostatnich dni ...
«1234...7»