-
Zupa dyniowa
Data: 12.08.2023, Autor: Przeklenstwo
... końca nie wiem. Gdzieś po głowie tłukła mi się tylko myśl, że umrę od tego i będzie płakał na moim pogrzebie. Jakoś jednak nie umarłam. Cudem na pewno. Za to moja tylna część ciała wyglądała, jakby ją ktoś wrzątkiem oblał, a później jeszcze ponacinał nożem. - Ładnie – stwierdził z sadystycznym błyskiem w oku. No i myślałam, że jest po sprawie. Ostatecznie wykład był o szkodliwości szpiegowania, kara była, więc o całej rzeczy w normalnych układach bdsm się zapomina. Przecież każdy przyzwoity Dominujący tak wychowuje swoją uległą. Każdy. Jednak mój Pan i Władca każdy nie jest i postanowił karać mnie bez końca za to samo przewinienie. No, może nie bez końca, ale do momentu kiedy uzna, że już jestem ukarana, czyli jakieś dwa wieki i dwadzieścia pięć lat. Krócej się nie da. Pamiętliwy jest jak cholera albo inna dżuma. - Skoro tak lubisz podsłuchiwać, jak się gotuje – zaczął wkrótce po tym, jak zakończył swoje dzieło - to sobie pogotujesz. Jutro mam ochotę na zupę dyniową. A że takie bicie warto rozchodzić, to pójdziesz teraz na zupy i przyniesiesz, co trzeba. Jak można być tak okrutnym, no jak? - No chodź, wetrę ci trochę maści, żeby mniej bolało – zachęcał. Popatrzyłam na niego spode łba. - E, chyba jednak za mało boli – stwierdził i… Nie pozwoliłam mu dokończyć myśli. Podeszłam i grzecznie pochyliłam się ku przodowi. Bardzo dokładnie wcierał tę cholerną maść, bardzo długo i dokładnie. - No widzisz, nie było wcale tak źle – powiedział i przytulił mnie ...
... mocno do siebie. Fakt, wcale tak źle nie było. Było strasznie. Łzy same leciały mi ciurkiem. - A teraz zbieraj się do sklepu, bo ci zamkną. - Tym słowom towarzyszyło lekkie klepniecie w tyłek. Wyrazów niecenzuralnych, które nabiegły mi do gardła, przytaczać nie będę. O ubraniu się też nie zamierzam pisać. Po raz pierwszy w życiu błogosławiłam tych, którzy wynaleźli pończochy i sukienki z jedwabnymi podszewkami. Modnie wyglądałam, zakładając do tego buty do biegania. Nieważne. Tak czy inaczej do sklepu się dowlokłam. Dynia i siekiera Kupić dynię nie jest problemem. Jeszcze jakieś zapasy mają. Tak sobie myślałam, pełznąc do sklepu. Wiedziałam, jak dynia wygląda. Ostatecznie Halloween nie był tak dawno. Duże, pomarańczowe, okrągłe, z pestkami w środku. Dam radę. W sklepie się załamałam. Na pytanie o dynie uprzejma sprzedawczyni, starsza miła pani, grzecznie zapytała, o jaką mi chodzi. - Normalną – odpowiedziałam, starając się, by zabrzmiało to pewnie. Normalnych było kilkaset rodzajów. Chyba. W ucho mi wpadało nazwy makaronowa, Hokkaido, muszkatołowa. Innych nie pamiętam. Rozpłakałam się na środku sklepu. Nie wiem, czy kiedykolwiek się tam jeszcze pojawię. W końcu jakaś dobra dusza się nade mną użaliła. Są jeszcze mężczyźni, którzy reagują na łzy niewieście i kazała sprzedawczyni podać dynię zwyczajną. Wiedzieliście, że normalna dynia pochodzi z rodzaju dyń zwyczajnych. Ja w każdym razie już wiem. Moja normalna dynia ważyła 4 kg. Nie była specjalnie duża, ale ...