1. Zupa dyniowa


    Data: 12.08.2023, Autor: Przeklenstwo

    ... mam nadzieję, że wystarczy dla dużego Pana i Władcy. O warzywach pamiętałam sama z siebie. Trzy marchewki, jedna pietruszka, trzy duże ziemniaki, jedna średnia cebula. Selera nie mieli. Nie to nie, będzie bez selera. Ostatecznie „kuchnia polega na eksperymentowaniu”, jak mawia mój PiW.
    
    Siatka była ciężka. Z każdym kolejnym krokiem stawała się coraz cięższa. Takiego lania nie można rozchodzić. Zdecydowanie nie można.
    
    W domu czekał na mnie Pan i Władca. Z miną zwycięzcy pokazałam mu swoje łupy. Uśmiechnął się lekko. Znów.
    
    - Jakbyś wybrała dynię piżmową miałabyś mniej roboty – stwierdził. - Nic to, poradzisz sobie. Wierzę w ciebie.
    
    Manipulant. Co tam, jutro się będę martwić. Ze spaniem miałam problemy. Budziłam się co kilka minut. Rano zajrzałam do pracy. W redakcji świeciło pustkami. Przy biurku siedziała tylko Aga. Opowiedziałam jej z dumą, że dziś będę robić zupę dyniową. Nie wdawałam się w szczegóły, miała to być niespodzianka dla mojego Pan i Władcy. Aga znała moją awersję do gotowania, sama żywiła podobne uczucia, więc z podziwem gwizdnęła.
    
    - A siekierę w domu masz? - zapytała całkiem niespodziewanie.
    
    Przez głowę przeleciały mi wszystkie narzędzia, które mieliśmy w domu. Kosiarka, widły, szpadel, grabie.
    
    - Chyba nie – powiedziałam.
    
    - To leć kupić. Te dynie potrafią być tak twarde, że tylko siekierą je można rozłupać. Ostatnio z jedną taką męczyłam się ze cztery godziny.
    
    W pierwszej chwili pomyślałam, że żartuje, ale przypomniałam sobie, ...
    ... że faktycznie opowiadała o tym. Co prawda nie szykowała zupy, ale ozdobę na Halloween, ale zawsze. W głowie zapaliło mi się czerwone światełko. Co jak mi taki sam egzemplarz trafił? Z błyskiem w oku pobiegłam do marketu budowlanego. Nie dam się cholerze, nawet jak będzie twarda jak kamień. Pan w dziale budowlanym patrzył na mnie z lekkim niedowierzaniem, jak mu tłumaczyłam do czego mi owe narzędzie, ale nie powiedział słowa. Zaprowadził mnie w odpowiednie miejsce i pomógł wybrać siekierę. Myślałam, co prawda, że powinna być większa, ale zapewnił mnie, że na czterokilogramową dynię w zupełności wystarczy. Uwierzyłam mu. Kiedy już byłam przy kasie, doszedł do mnie kobiecy szept: „tej to musiał facet zaleźć za skórę”. W pierwszej chwili pomyślałam, że może widać jakimś cudem moje siniaki, ale nie. Kobiety stojące w kolejce za mną, patrzyły na narzędzie leżące w moim koszyku. Tym razem to ja się uśmiechnęłam lekko, myśląc o nowym przeznaczeniu siekiery.
    
    Trzeba dać szansę
    
    Do domu dotarłam. Siekierze też się nic nie stało. Zdjęłam z siebie wszystkie ciuchy. Od jakiegoś czasu lepiej się czułam nic na sobie nie mając. Widać era ekshibicjonizmu na mnie trafiła. No i nic nie ocierało się o skórę. Do przyjścia Pana i Władcy miałam jakieś trzy godziny. Z zupą powinnam się wyrobić. Zaczęłam od przygotowania narzędzi. Grunt to dobra organizacja. Na ostrze siekiery wylałam wrzątek, a potem jeszcze potraktowałam ją płynem do mycia naczyń. Chciałam wrzucić do zmywarki, ale się nie ...