1. Dziewczyny szefa


    Data: 16.08.2023, Kategorie: erotyka, szef, Autor: Sandra_Brion

    Wsiadła posłusznie do auta i usiadła na tylnym siedzeniu. Nie odezwała się nawet słowem, jedynie potulnie spuściła wzrok, jakby próbując uniknąć ostrego spojrzenia kierowcy. Nie miało to wielkiego znaczenia, Cezary poprawił przednie lusterko w taki sposób, żeby móc kątem oka ciągle obserwować skuloną dziewczynę. Miał ją jedynie odebrać i przywieźć pod wskazany przez szefa adres, ale zawsze lubił sobie popatrzeć.
    
    Nie była piękna, ale przynajmniej wyglądała na młodszą od poprzednich. Żadna z nich nigdy nie była piękna, szefuńcio takich nie lubił. Nie interesowały go plastikowe lalki, młodociane dupodajki czy szczególnie popularne panienki. Wolał kobiety z krwi i kości, lubił mieć za co złapać i czym mielić w trakcie sesji zaznajamiania się z nową koleżanką. Czasem miewał ochotę na takie z bliznami na rękach czy nogach, niekiedy szukał pań z rozstępami po ciąży, kiedy indziej namiętnie rżnął te z krzywym uzębieniem.
    
    Cezary nie oceniał, każdy miał prawo do własnych fantazji, chociaż instynktownie tęsknił za czasami, gdy przewoził pulchne nastolatki, a nie poharatane życiem rozwódki. Ruda damulka stanowiła miły wyjątek, powrót do starych tradycji, całkiem przyjemny do oglądania w trakcie jazdy.
    
    — Zapnie, panieneczka, pasy — polecił, odpalając silnik. Nie za bardzo zwrócił uwagę na to, czy wykonała polecenie, bo dziewczyna w końcu podniosła nieco głowę i aż musiał zagwizdać.
    
    — Panienka to tak zawsze z podbitym okiem? — zapytał ciekawsko, skręcając w prawo.
    
    — Tylko w ...
    ... co drugi czwartek — burknęła, wycierając nos rękawem bordowego swetra. Teraz dopiero dostrzegł, że miała mocno czerwone oczy, ewidentnie wcześniej płakała. Pewnie dopiero dostała cynk, że została wezwana.
    
    Cezary nigdy nie rozumiał, czemu niektóre z nich wcześniej płakały. Szef przecież dobrze płacił, surowo, ale sprawiedliwie i nigdy nikomu szans nie żałował. Stać go było, żeby wyciągać do ludzi w potrzebie dłoń pomocną. Wręcz przeciwnie na dobrą drogę wyjść pomagał, dzieciakom dawał na studia, do pracy w mieście bezrobotnych chłopów polecał. U nich na wioskach okolicznych to krucho z robotą było, oj, krucho. Na te sześć wioch jeden sklep się uzbierał, a i ksiądz nieraz zachęcał, co by się u niego na pracę nocną w zakrystii nająć. Z tym że czasem z rana zapominał w ogóle, że coś się działo na ołtarzu, deklarując jedynie chęć do spowiedzi z grzechów nazbieranych poprzedniego wieczora zamiast uczciwej zapłaty.
    
    „Tak, to przecież zaszczyt!” — Myślał sobie mężczyzna, klnąc pod nosem na jakiegoś barana, który pędził ulicą na złamanie karku, jakby się na własny pogrzeb śpieszył. Zaraz zresztą obaj dołączyli do sznura aut czekających na zielone światła.
    
    W tej nudzie spokojnego przejazdu zaczął nucić pod nosem melodyjkę, w rytm piosenki disco polo, która aktualnie leciała z radia. Nie mógł się oprzeć od marudzenia, choćby w zaciszu własnej głowy, że przecież położenie się parę razy z szefem to nie taka zła dola. Sam przecież córkę własną do niego też wysłał, dzięki czemu mógł ...
«1234...»