-
Czy to jest miłość, czy to jest kochanie? - cz. trzydziesta ósma
Data: 18.08.2023, Autor: franek42
Kiedy płynęliśmy w kierunku Mikołajek, ruch na szlaku wodnym trochę się przerzedził, więc płynęło nam się w miarę dobrze. Mama, która jako pierwsza skorzystała z ciepłej wody w łazience, dołączyła do mnie w sterówce i usiadła, przytulając się do mnie. Odwróciłem się do niej i otrzymałem słodkiego, pełnego miłości, buziaka. W bladoniebieskiej, krótkiej, młodzieżowej sukience, z błyszczącymi, śmiejącymi się oczami i zaczesanymi w dziewczęcy kucyk włosami, mama wyglądała wręcz oszałamiająco. - Wow! - skwitowałem wygląd mamy, bo rzeczywiście, ktoś, kto jej nie znał, oceniłby ją, jako kobietę w wieku znacznie poniżej trzydziestu lat, a dobiegała do czterdziestu. Mama zauważyła, jakie wrażenie na mnie zrobiła. Uśmiechnęła się do mnie swoim zniewalającym uśmiechem. - Widzę, że lubisz swoją nową mamę - zagruchała do mnie słodkim głosem. - Mamo, wiesz, jak bardzo cię kocham, więc chyba nie miałaś, co do tego, wątpliwości? - odpowiedziałem natychmiast z nieukrywaną pasją, aby wzmocnić moje słowa. - Wiesz już, że każda kobieta nigdy nie ma dosyć pochlebnych, miłych słów na swój temat, a ja nie jestem żadnym wyjątkiem - powiedziała mama, obdarzając mnie buziakiem. Dopływając do przesmyku, zwolniłem, aby nie robić zbyt wysokiej fali, dla mijanych przez nas mniejszych łodzi. Po wpłynięciu na głębsze jezioro Mikołajskie i mając możliwość minięcia wolniejszych łodzi w dalszej odległości, ponownie przyspieszyłem. Dziewczyny opalały się na dziobowym pokładzie, a ...
... mama konsekwentnie towarzyszyła mi w sterówce. Kiedy zwróciłem jej uwagę, że nie musi mi towarzyszyć, bo w ten sposób pozbawia się możliwości opalania, fuknęła na mnie, przytulając się mocniej. - Po prostu chcę nacieszyć się tobą i teraz chętnie poszłabym z tobą do kabiny - mruknęła. - Dziewczyny, potrzebujemy was tutaj! - krzyknąłem w stronę opalających się; Zosi i Kamili. Poderwały się z materaca i w pośpiechu zakrywając swoje cycki górną częścią bikini, podbiegły do sterówki. - Co się stało? - zwróciła się do nas Zosia z wyraźnym zaniepokojeniem w głosie. - Nic się nie stało. Po prostu oboje z mamą chcemy, żebyś nabierała wprawy i doświadczenia w kierowaniu łodzią, korzystając z bardzo dobrych warunków i towarzystwa Kamili - odpowiedziałem siostrze, szczerząc zęby i starając się utrzymać obojętny ton głosu. - Przecież do tej pory uważałeś, że Śniardwy są niebezpieczne i nie byłeś skory dopuszczać nas do steru, więc nie paliłyśmy się specjalnie do tego - stwierdziła dość neutralnie Zosia, chociaż jej mina mówiła, że nie była tym specjalnie zachwycona. - Może i tak było, ale jesteśmy w tej chwili na jeziorze Mikołajskim i mamy dość wysoki, bezpieczny poziom wody pod kilem, więc myślę, że wspólnie z Kamilą dotrzecie bezpiecznie do mariny dziadka. Mama chce pobyć trochę ze mną, więc albo pójdziemy się poopalać, albo wylądujemy w tylnej kabinie - dodałem, uśmiechając i robiąc niewinną minę. Siostra popatrzyła na mnie nieco zdziwionym spojrzeniem, ale na ...