1. Miłości (IV). Impreza z niespodzianką


    Data: 21.08.2023, Kategorie: fascynacja, niespodzianka, impreza, studenci, szybki numerek, Autor: Amanda Ero

    ... Nie mam, ja nie palę – odpowiedział szybko. – Ale mogę wyskoczyć do kiosku, jeśli chcesz.
    
    Uniosła brwi w zdziwieniu.
    
    – Zrobiłbyś to?
    
    – Jasne. Jakie lubisz?
    
    – Jakiekolwiek – wydała się uroczo zbita z tropu. – Mentolowe.
    
    Kubie zakręciło się w głowie, oszalał ze szczęścia. Trzy razy zapewnił ją, ze zaraz wróci, jakby obawiał się, że mu nie uwierzy i nie zaczeka. Pognał do wyjścia z budynku wydziału, nie zważając na to, że za pięć minut rozpoczną się zajęcia, najwyżej się spóźni.
    
    Spóźnił się, a jakże. Po powrocie zastał opustoszały korytarz. Ani żywego ducha. Nie zaczekała... Z drugiej strony, nie mógł się przecież spodziewać, że przez niego i ona się spóźni. Schował papierosy do torby i wszedł do swojej sali.
    
    Siedział jak na szpilkach w oczekiwaniu na przerwę. Nie rozumiał, co się wokół niego dzieje, młody doktorant prowadzący ćwiczenia równie dobrze mógłby mówić po arabsku. Wreszcie nadeszła upragniona chwila. Luiza stała z koleżankami pod oknem na korytarzu, podszedł więc szybko i mocując się z zapięciami torby zapewnił dziewczynę, że był w kiosku, kupił szlugi i zaraz je wyjmie, niech tylko ta cholerna torba pozwoli się otworzyć.
    
    – Tak w ogóle to Kuba jestem – powiedział wręczając Luizie papierosy. – Z grupy B...
    
    – Dzięki, stary, miło z twojej strony. Co robisz po zajęciach? Masz jakieś plany?
    
    – Nie. To znaczy tak. To znaczy... miałem jechać do domu. Ale jeśli miałabyś ochotę gdzieś pójść ze mną... to nie mam planów.
    
    – Może bym miała. A ...
    ... dokąd?
    
    – Do Empiku może?
    
    Wytrzeszczyła oczy. Kuba zmieszał się, poczuł, że czerwienieje po same uszy.
    
    – Znaczy... tam jest taka kafejka... Na kawę moglibyśmy... albo ciastko, jeśli lubisz. Chyba że wolisz gdzieś na piwo pójść. Albo może do kina? – czuł, że pogrąża się coraz bardziej. A jej spojrzenie bynajmniej nie starało się zapewnić go, że jest inaczej.
    
    – Masz samochód?
    
    – Eee... nie mam.
    
    – Więc może lepiej przejdźmy się gdzieś bliżej, zamiast tłuc się autobusem? Tu niedaleko są ze trzy kafejki.
    
    – W porządku. Będzie jak ty chcesz.
    
    Pozostałe dwie godziny zajęć zmarnował na bazgraniu po zeszycie i wypisywaniu imienia „Luiza” na tysiąc różnych sposobów. Próbował ją nawet narysować, ale brakowało mu chyba talentu, bo na każdym portrecie wychodziła jakoś tak... wiedźmowato. Wyrwał kartki i wychodząc na korytarz wrzucił je do kosza.
    
    Na widok Luizy czekającej koło szatni oblał go zimny pot. Była taka piękna... Długie, brązowe włosy założyła za ucho i rozglądała się po korytarzu. Widać koleżanki już poszły. Zbliżył się, ale nie mógł wykrztusić słowa. Spojrzała na niego z paraliżującym uśmiechem i ruszyła w stronę wyjścia. Kuba pognał za nią.
    
    Kiedy szli ulicą, to ona wypełniała ciszę. Paplała byle co, a on starał się w miarę często przytakiwać, i chociaż nie za bardzo za nią nadążał, w głębi ducha był wdzięczny, że nie musi sam prowadzić rozmowy. Ani odpowiadać na osobiste pytania.
    
    Ale kiedy wieczorem rozpamiętywał przebieg „randki”, doszedł do wniosku, że ...
«1234...»