-
Przepraszam, Panie
Data: 26.08.2023, Kategorie: wyczekiwanie, tęsknota, kara, dziękuję, Autor: Krystyna
... każde miejsce, na które jeszcze chwilę temu padały razy moich zaciśniętych pięści. Gładzisz mnie po włosach, twarzy. Ustami szukam Twoich dłoni. Twoich palców. Chwytam je wargami. Pozwalasz mi objąć je stęsknionymi ustami, pieścić językiem. Łapię je zębami kolejno, jeden po drugim. Zaciskam je na nich mocniej i przytrzymuję, jakbym nie chciała już więcej pozwolić im wysunąć się z mych ust. Próbujesz wyjąć palce, ale zaciskam na nich zęby z jeszcze większą siłą. Zerkam w Twoje oczy i nagle uśmiecham się. Przez chwilę, przez ułamek sekundy mam wrażenie, że to ja mam nad Tobą władzę, bo nie pozwalam Ci na wyjęcie ich. Wtedy podnosisz drugą rękę i wymierzasz mi nią klapsa w policzek, jakbyś mówił do mnie: O nie Maleńka. Z nas dwojga to ja tu rządzę! Momentalnie się reflektuję. Takie myśli, nawet na najkrótszą chwilę, nie mają prawa zagościć w mojej głowie. Posłusznie luzuję uścisk i znów delikatnie pieszczę językiem Twoje palce, dłonie. Znowu jestem pokorna. Taka, jaką lubisz. Stoimy tak przytuleni do siebie. Już jest dobrze. Już jestem spokojna i posłuszna. Wtedy odsuwasz się ode mnie. Odchodzisz, siadasz wygodnie na kanapie i rozsuwasz nogi. Stoję patrząc na Ciebie. Już przeczuwam, co zaraz nastąpi. Spoglądam uważnie, nie chcąc przeoczyć żadnej zmiany na Twojej twarzy, żadnego, nawet najmniejszego gestu Twoich dłoni. Wstrzymuję oddech, jakby ta czynność mogła przeszkodzić mi w skoncentrowaniu się. Jestem bardzo skupiona, a jednocześnie coraz bardziej podniecona. Serce ...
... wali mi niczym dzwon na kościelnej wieży. Niemal słyszę jego bicie w ciszy, która przepełnia pokój. Podnosisz głowę. Chwilę wpatrujesz się we mnie uważnie, jakby zastanawiając się co dalej. I nagle wykonujesz nieznaczny ruch dłonią, lekko klepiąc nią o swoje udo. - Noga - mówisz cicho, niemal szeptem. Na ten gest, na to słowo czekałam. Czekałam nie tylko teraz, czekałam na nie cały dzień. Cały ten długi czas, od kiedy wyszedłeś z domu. Podchodzę do Ciebie, z jednej strony spokojna, że przywołujesz mnie do siebie, a z drugiej pełna obaw, co będzie, na jaką karę, według Ciebie, zasłużyłam. Klękam obok Twojej nogi i pokornie opuszczam wzrok. Czuję na sobie Twoje spojrzenie, ale nie śmiem podnieść oczu. Nastaje chwila pełna wyczekiwania z mojej strony. - Przeproś za swój wybuch! - mówisz to cicho, ale głosem nie uznającym sprzeciwu. - Przepraszam. Bardzo Cię przepraszam! To się nie powinno było zdarzyć. Nie miałam prawa tak się zachować. To już się nie powtórzy. Przepraszam! Wybacz! - powtarzam te słowa, oczekując wybaczenia. Może mnie rozumiesz. Może rozumiesz moje zdenerwowanie, mój niepokój o Ciebie. A może zwyczajnie masz dobry humor, bo słyszę: - Możesz się przytulić. Pozwalam. Już dobrze - padają wyczekiwane przeze mnie słowa. Czuję ogromną ulgę. Nie jest źle. O nie! Jest bardzo dobrze - myślę, już o wiele spokojniejsza. - Zostało mi darowane! Kładę policzek na Twoim kolanie. Pocieram nim o nie. Potem na drugim. To samo. Obejmuję rękoma łydkę. Tulę ...