1. Woda (XIX)


    Data: 28.08.2023, Autor: C10H12N2O

    ... kuli.
    
    „Kontakt bezpośredni nie jest zabroniony. Odradza się bezpośredni kontakt. Użyj swoich narzędzi. Pozostań ukryta, odległa. Jesteś jedyną rzeczą, której nie można zastąpić.” – Te słowa, które twórcy powtarzali jej podczas szkolenia, zanim przemierzyła przestrzeń kosmosu. To, co zamierzała zrobić, nie było zabronione, a jedynie odradzane. Wyskoczyła z kadłuba, sześcioma ramionami o trzech stawach, odepchnęła się od dna, uwalniając chmurę osadu. Axcix szybko wypłynęła na powierzchnię.
    
    Byli wciąż jeszcze około dwa kilometry od domu, kiedy Sandra je zauważyła. Grupa kobiet żwawo szła środkiem ulicy jakiś kilometr za nimi.
    
    – Chodź, panie Fogiel. Ruszaj się szybciej.
    
    Kobiety zmniejszały dystans. Co gorsza, Sandra mogła stwierdzić, że ich ramiona były zmienione. To samo wydarzyło się w hotelu. Mimo wsparcia Agaty, Sabina zataczała się idąc ulicą. A Mariusz ciągle mamrotał coś o swojej pani. Jego stopy nie poruszały się szybciej niż podczas spokojnego wieczornego spaceru.
    
    – Moja pani, moja pani, moja pani – mamrotał Mariusz.
    
    Sandra spojrzała przez ramię. Były coraz bliżej. Grupa kobiet w szykownych, zwiewnych sukienkach, stukając obcasami o chodnik, znajdowała się teraz tylko pół kilometra za nimi.
    
    – Nie wrócimy do domu. Spójrz za siebie, Agato.
    
    – O nie...
    
    Oczy Agaty rozszerzyły się, gdy zobaczyła ścigające je istoty. Te straszne ramiona kołysały się jakby były z gumy, a ich dłonie sięgały poniżej kolan, gdy kobiety szły. Agata rozejrzała się ...
    ... gorączkowo.
    
    – Kościół.
    
    Skręciła w prawo i poprowadziła matkę przez parking przy kościele.
    
    – Tam będziemy bezpieczni.
    
    – W porządku.
    
    Sandra wątpiła, by kościół zapewnił im większe bezpieczeństwo. Ale miał solidne zamykane drzwi. Pchnęła Mariusza w stronę wielkiego krzyża, mając nadzieję, że te istoty za nimi zostawią ich w spokoju.
    
    Szybko przeszli przez parking. Gdy Langiewiczowie i Mariusz weszli do kościoła, ścigające istoty zeszły z ulicy podążając w ich kierunku.
    
    – Gdzie jest zamek? – spytała gorączkowo Sandra. – Boże, potrzebujemy klucza.
    
    Pastor Nowacki podniósł wzrok znad Biblii i wstał, gdy usłyszał zamieszanie.
    
    – Moniko? Moniko? Przydałaby mi się twoja pomoc. Mamy tu paru parafian.
    
    Ostatnio w kościele było tak cicho. Pastor Nowacki nie miał pojęcia, dlaczego parafianie stali się tacy onieśmieleni. Pospieszył do przedsionka i zobaczył Langiewiczów oraz mężczyznę, którego nie znał.
    
    – Wejdźcie, wejdźcie. Co Bóg może dzisiaj wam zaoferować?
    
    – Pastorze, musi pan zamknąć drzwi wejściowe. Ścigają nas jakieś demoniczne kobiety.
    
    Sandra cofnęła się i wciągnęła swoją rodzinę w kąt. Pozwoliła Mariuszowi stać bez wyrazu tam, gdzie się znajdował. Wiedziała, że ten spacer sprawił, że się obficie pociła i potrzebowała, aby pastor szybko się poruszał. Miała nadzieję, że jej nie poczuje.
    
    – Mówicie, że was ścigają? Cóż, to nie jest sposób, w jaki kobiety powinny się zachowywać.
    
    Pastor Nowacki zmarszczył brwi.
    
    – Och, jesteś, Moniko.
    
    – Witam moi ...
«1234...12»