1. Dzika sytuacja cz.7 Ostatnia – Bardzo szczęśliwe zakończenie.


    Data: 28.08.2023, Autor: andairalone

    Ola
    
    Powietrze panie słodko. Powietrze pachnie jak chore. Patrzę na niego i się boję. Nie uśmiechnął się, jego usta tylko się wykrzywiły, a ja poczułam straszne pragnienie.
    
    - Masz wodę?
    
    - Ta, to aż 70% mnie.
    
    - Do spożycia…
    
    - No sperma się kończy.
    
    Arogancki kutas. Seksowny i arogancki kutas. Szczególnie o poranku, gdy jest taki sztywny. Tylko jedno mi w głowie. Boże, myślę jak facet.
    
    - Jesteś bardzo zapatrzony w siebie, wiesz? – rzucam, żeby go zaczepić.
    
    - Ja pierdole nawet zadurzony po uszy.
    
    Nagle wstał i złapał ciemny t-shirt, przewracał go kilka razy i rzucił nerwowo na łózko obok mnie.
    
    - Kurwa, co się wczoraj stało? – spytał. Chodziło mu, jak mniemam o to, że się nie pieprzyliśmy. O to, że ja nie chciałam.
    
    - Nic takiego, gorzej się poczułam – powiedziałam to na odczepnego, gdyż wiem, jak bardzo nie lubi rozmawiać o uczuciach.
    
    - Gorzej? – wyszeptał z przejęciem. Czyżby odrobina zainteresowania? We mnie na pewno iskra nadziei na poważną rozmowę – Coś ci się spierdoliło w głowie już dawno.
    
    I po iskrze. Zgaszona przez gaśnicę wypełnioną bezczelnością.
    
    - Idę dziś na imprezę studencką – zagadałam.
    
    - Po chuja?
    
    - Jeden już mi wystarczy.
    
    - Wystarczy ci? – Damian uniósł brew i spojrzał gdzieś w głąb pokoju – Nie chcesz gadać o wczoraj?
    
    - Po co? Żebyś dalej kłamał? – odpowiedziałam ostro, a on zacisnął szczękę.
    
    - Może tobie do cholery wystarczy jeden chuj, ale mi jedna pizda nie, nara.
    
    Sięgnął po rzuconą wcześniej koszulkę ...
    ... i nawet jej nie zakładając, wyszedł mocnym krokiem z pokoju. Nie zdążyłam nawet wstać, gdy usłyszałam ostre chlapnięcie drzwiami frontowymi. No i dobra. I tak mam już tego dość, nawet nie znam tego człowieka. Pośród kłamstw może i mogła znaleźć się prawda, ale nawet nie chcę jej znać. Chcę, żeby to pozostało czymś, czego nigdy nie zrozumiem i z czym będę musiała żyć.
    
    Cały dzień mijał mi, jak gdyby w ogóle nie mijał. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak proste czynności mogą się wydłużać, gdy się na coś czeka. A czekałam na cokolwiek. Dochodziła 20, więc wcisnęłam się w jakąś sukienkę. Wybrałam czerwoną z racji, jakiego wdzięku mi dodawała. Oraz po to, by oderwać wzrok od twarzy. Od wypływającego, głupiego smutku na mojej piekielnej twarzy.
    
    Pojechałam taksówka, bo najprościej. Przy wejściu czekała na mnie już Zuza. Wyglądała jak skończony debil w tych czerwonych włosach, ale za bardzo kochałam tę laskę, żeby ją za to karcić.
    
    - No ludzie! – krzyknęła – co za kiecka. Chcę się dziś z tobą bzykać.
    
    - Zamknij się – uśmiechnęłam się do niej przyjacielsko, próbując ją uciszyć, ale dwóch kolesi zdążyło już ogarnąć temat. Najpierw przebiegli po nas spojrzeniami, potem dosłownie podbiegli.
    
    - Macie ochotę na cos konkretnego?- zagadał pierwszy.
    
    - Oczywiście najpierw do picia – szybko dodał drugi.
    
    Zuzę pochłonął temat alkoholi, jakie znajdują się w barku, ale ja skupiłam swój wzrok na przystojnym blondynie z ostatniego roku. Toczył rozmowę z jakąś wysoką dziewczyną w ...
«1234...»