-
Australian Air (VI)
Data: 25.09.2023, Kategorie: ślub, zabawa, konflikt, Autor: Mandie
... piratem drogowym. Na miejscu byli już wszyscy goście. Pod niewielką werandą w ogrodzie ustawiono rzędy krzeseł. Do samego miejsca prowadził długi, czerwony dywan. Dostrzegłam stojących nieopodal moich rodziców oraz ciotkę. Wzięłam jednak bukiety i ruszyłam w stronę dziewczyn. Susan i Kendra były ubrane w takie same suknie, jednak różniły się one trochę od tej, którą ja miałam na sobie. Przywitałam się z nimi i dałam każdej bukiecik. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała skonfrontować się z ciotką Sarą, dlatego pociągnęłam Erica za rękę i udaliśmy się w stronę moich rodziców. Gdy byliśmy już parę kroków przed nimi poczułam jak ktoś ujmuje moją lewą dłoń. - Pięknie dzisiaj wyglądasz. Zacisnęłam powieki marząc o tym, że to się nie dzieje na prawdę. Eric spojrzał na Nickiego i już chciał coś powiedzieć kiedy to odezwała się moja ciotka. - No złotko, teraz z dwoma się wozisz? - Witaj ciociu - przywitałam się, dyskretnie uwalniając swoją lewą rękę - to jest mój chłopak Eric. Ujął jej dłoń i delikatnie pocałował. Sara od razu się rozpromieniła. Uwielbiała komplementy i takie drobne gesty od mężczyzn. - A ten drugi przystojniak? Po raz pierwszy tego dnia spojrzałam na Nickiego. Czarne włosy związał w mały kucyk z tyłu głowy. Miał białą koszulę, z rozpiętymi dwoma guzikami, na to czarną marynarkę. Na nogach czarne jeansy i trampki tego samego koloru. Jego śniada karnacja była mocnym kontrastem do materiału koszuli. - To jest Nicky, kuzyn Chloe. ...
... Nicky, to moja ciocia Sara. - Bardzo miło mi panią poznać - posłał jej jeden z tych swoich zabójczych uśmiechów, który mnie od razu zwalił z nóg. - Nicky! Jak ty wyrosłeś! Tak, to jest właśnie moja matka. Zamiast przywitać się najpierw ze mną wita się z nim. Dzięki mamo... - Mia, słońce. Miło było zatopić się w uścisku swojego taty. Niestety nasze przywitanie zostało przerwane, bo właśnie podjechała para młoda. Zdążyłam tylko zobaczyć jak Nicky dziwnie wpatruje się w Erica. Wszyscy zaczęli zajmować swoje miejsca. Cooper podszedł do werandy, zostawiając Chloe pod opieką ojca. Ja sama ustawiłam się po prawej stronie werandy, po lewej za to drużbowie. Ceremonie miał poprowadzić Tim Manger. Był to pogodny mężczyzna, z którego twarzy nigdy nie schodził uśmiech. Przywitał się z nami skinięciem głową. Rozbrzmiała muzyka. W takt Marszu Mendelsona, Chloe szła dumnie prowadzona przez swojego ojca. Przy stopniach od werandy przekazał rękę córki Cooperowi. W oczach pana Jonesa widać było łzy radości, w końcu wydawał swoją córkę za mąż. Para młoda weszła pod zadaszenie i nastała cisza, którą szybko przerwał Tim witając wszystkich w tym jakże cudownym dniu. Zwieńczeniem całego wydarzenia, oprócz wypowiedzenia sakramentalnego tak, było przesypanie dwukolorowego piasku do wielkiej fiolki w kształcie serca. Chloe dostała piasek zielony, a Cooper niebieski. Kiedy oboje złożyli podpisy, zrobiłam to również ja i Kevin, jako główni drużbowie. Rozległy się brawa i świeżo upieczona para ...