1. Brother in law (II)


    Data: 30.09.2023, Kategorie: bez seksu, kłótnia, Autor: Kate

    ... zamieniłaby się w bryłę lodu.
    
    – Teraz już nie jesteś taka wygadana, co?
    
    – Nigdy nie byłam wygadana. Ja... ja tylko... Will, chciałam...
    
    – William – poprawił ją.
    
    – William... to znaczy... – miała wrażenie, że zaraz zapomni jak się nazywa – Przepraszam – wydusiła w końcu i westchnęła z rezygnacją. W jakiś sposób musiała naprawić to, co zepsuła – To wszystko nie tak miało być – pokręciła głową.
    
    – No pewnie!
    
    – Trochę głupio wyszło.
    
    – Trochę?! – był cholernie zły.
    
    – Alex przesadza.
    
    – Doprawdy? Sam wymyślił palanta?
    
    – N... nie... ale... ale nie powinien...
    
    – To ty nie powinnaś! Nie powinnaś tu w ogóle być!
    
    I znów ją wkurzył. Kim jest, żeby tak ją traktować?
    
    – Czyżby?! Dlaczego? Nie pasuję do tego zacnego towarzystwa?
    
    – Spójrz tylko na siebie.
    
    – Patrzę i nie widzę różnicy między mną, a tymi babami wokół.
    
    – Babami? – na ułamek sekundy złość i niechęć zniknęły z jego oczu. Pojawiła się maleńka iskierka. Sprawiła, że zrobiły się takie... takie piękne. Przełknęła ślinę. Nie lubiła tego słowa. Rzadko, kiedy go używała. A jeśli już, to zawsze, gdy opisywała zachód słońca, poranną rosę na pajęczych sieciach, kolorowe liście na jesiennych drzewach. Nigdy w związku z ludźmi. Ci byli ładni, fascynujący, ciekawi, atrakcyjni, seksowni. Nigdy piękni. A teraz? Ogieniek w jego brązowych oczach poraził ją do tego stopnia, że pierwsze, o czym pomyślała, to właśnie „piękne”. Zrobiło jej się słabo, jednocześnie nie umiała oderwać od niego wzroku. ...
    ... Hipnotyzował i przyciągał. Nie potrafiła określić, co dokładnie miała oznaczać owa iskierka, bo zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Wróciła wściekłość. Wróciły zachmurzone, ponure oczy Bazyliszka, które sprowadziły Abbie na ziemię.
    
    – Przepraszam, chciałam powiedzieć wielmożnymi damami.
    
    – Ja widzę ponad dwieście milionów różnic.
    
    – Wiesz, gdybyś nie zachowywał się jak palant, nie miałabym powodów tak cię nazywać.
    
    – Czyli to moja wina?
    
    – A nie?
    
    – Więc jestem palantem? Palantem i gburem? – zawahał się – Przystojnym?
    
    Zarumieniła się po czubki uszu.
    
    – Coś nie tak? Czyżby pani się zawstydziła? – uśmiechnął się ironicznie.
    
    – A czemu miałabym? Może i jesteś przystojny, ale to rzecz gustu. Ja wolę blondynów. Z niebieskimi oczami – skłamała i poczerwieniała jeszcze bardziej. Co się z nią dzieje? W całym swym życiu, nigdy, żadnemu mężczyźnie, nie powiedziała, że jest przystojny.
    
    – Ja... – aż zapowietrzyła się z nadmiaru myśli i emocji.
    
    – Nie wysilaj się – wyminął ją i podszedł do długonogiej blondynki, która pojawiła się właśnie w salonie. Abbie została sama. Spojrzała na przybyłą. Dziewczyna wyglądała jak z okładki. Alabastrowa, gładka cera - wypielęgnowana u kosmetyczki, opalona skóra - zapewne pamiątka z wakacji w tropikach, szczupła sylwetka - z siłowni, makijaż i fryz - od stylisty, kiecka - z najnowszej kolekcji. Długo mogłaby wymieniać. Nie, nie zazdrościła jej pieniędzy, dzięki którym mogła sobie na to wszystko pozwolić. Zastanawiała się, ile trzeba ...
«1234...»