1. Zdzira


    Data: 06.10.2023, Autor: agnes1709

    ... Brakowało w nich odwagi i tych figlarnych iskierek.
    
    – Ahoj, przygodo!!! Oto nadchodzę ja, biedna i zahukana Maryś, w kurewskim wydaniu.
    
    O ironio!!!
    
    Zabrałam torebkę i wyszłam, po raz pierwszy nie oglądając się za siebie. Z jakiegoś powodu miałam wrażenie, że docieram w swoim życiu do punktu zwrotnego, bez Wiktora.
    
    "Bar, czy parkiet?". Oto pytanie godne co najmniej Sokratesa. Trzeba wybrać mniejsze zło (czyt. kompromitację), wybrałam więc i skierowałam się w stronę baru. Nogi drżały niepewnie, a ręce odruchowo poprawiały króciutką sukienkę. Cienki materiał opinał piersi, uwydatniając ich zarys, skromna długość przy każdym kroku niebezpiecznie odkrywała fragment ud, w stopniu znacznie przekraczając poziom względnej, ustalonej przez pruderyjne społeczeństwo (głównie mej matki), przyzwoitości. Krótko mówiąc – brak majtek nie był najlepszym pomysłem, ale co tam – pomyłki się przecież zdarzają, a u mnie to już stan permanentny, pomyłka to moje drugie imię, moja alfa i omega, moja...
    
    Bredzę!
    
    Wykonując odpowiednią kombinację ruchów, godną niejednego akrobaty w cyrku, posadziłam pupę na barowym stołku, nie święcąc gołą cipką (a taką mam przynajmniej nadzieję). Tylko co teraz? Trzeba by przypomnieć sobie sceny z tych wszystkich erotycznych bajek, których przecież nie oglądam. Bynajmniej.
    
    Więc noga na nogę, pamiętając, by nie rozkładać ich zbyt szeroko i nie łapać przeciągu, oraz niedbały ruch ręką, przywołujący barmana
    
    – Piwo poproszę!
    
    Cholera, i co ...
    ... teraz...?! Aaaa, no tak!!! Teraz trzeba przecież w sposób dziewczęcy odrzucić do tyłu włosy. Hipokrytko, “dziewczęco”…?!” Wyglądając, jak dziwka...?!
    
    Jeszcze tylko wyzywające spojrzenie mówiące “bierz mnie” i oczywiście muszę pamiętać, żeby bawić się słomką.
    
    Kurde blaszka, mogłam poćwiczyć przed lustrem, za dużo tego wszystkiego.
    
    Ok, procenty na rozluźnienie są, stopa kręci się seksownie, słomka błądzi w okolicy ust, muszę się siłą powstrzymywać, żeby jej nie pogryźć (niewyzbyty nawyk z dzieciństwa), oczy błyszczą, barman się uśmiecha (to dobry znak), rumieńce palą twarz…
    
    Nagle wyprostowana niczym struna rozejrzałam się dookoła własnej osi.
    
    “CO JA TU ROBIĘ? CO JA TUTAJ DO CHOLERY ROBIĘ?!”.
    
    Miejsce to było tak przesiąknięte testosteronem, że można by go butelkować i sprzedawać ze sporym zyskiem.
    
    Nie myśl idiotko, nie myśl...
    
    – Oliwia?!!! A co ty tu robisz??? – dobiegło mnie zza pleców pytanie – echo, wypowiedziane, lub raczej wykrzyczane znajomym, męskim głosem, przypieczętowane opartymi na moich ramionach dłońmi (gdyby ktoś jeszcze w tym lokalu miał wątpliwości co do mojego imienia, właśnie zostały one rozwiane).
    
    Janek, przyjaciel mego ukochanego – żegnaj, przygodo!!!
    
    Niezbyt głęboki oddech, by wątła sukienka nie pękła w strategicznym miejscu i chcąc nie chcąc, odwróciłam się do niego, przywołując na twarz najbardziej beztroski uśmiech, jaki trzymałam w zakamarkach kolekcji “trakcji mimicznych na życzenie” (to również powinnam wcześniej poćwiczyć).
    
    – ...
«1234...»