-
Zdzira
Data: 06.10.2023, Autor: agnes1709
... Witaj, również się cieszę, że cię widzę, a jeszcze bardziej, że słyszę. "Co robię? Zgadnij! Sprawdzę, czy osiągnęłam zamierzony cel". – Kurde, mała, wyglądasz… pffff! – rozłożył ręce w geście… sama nie wiem, jakim, świdrując mnie wzrokiem i zatrzymując wciągnięte ze świstem powietrze. Wyglądał, jakby za chwilę miał pęknąć, lub co najmniej stracić wszystkie guziki idealnie wyprasowanej koszuli. Gosposia się postarała. – Wypuść to powietrze, bo nie zabrałam defibrylatora i milcz, nim powiesz coś, czego zapewniam cię, nie chcesz powiedzieć! – Przestań, chciałem tylko podkreślić, że wyglądasz cudownie, zupełnie, jak nie ty. Gdzie Wiktor? Zastanawiałam się, czy zrozumiał sens swojego wątpliwego komplementu, ale postanowiłam skupić się na odpowiedzi na pytanie o mego lubego, bowiem były to niezbyt trafne słowa. – Pracuje… z tobą, do późnych godzin nocnych, a nawet wczesno-porannych. Ileż kosztowało mnie wyzbycie się sarkastycznego tonu? Tyle, co słowa, które wypłynęły lekko i obojętnie – mina mojego rozmówcy była bezcenna. Zmieniała się jak w kalejdoskopie – od początkowego zachłyśnięcia się powietrzem i spojrzeniem typu: "o kurwa, ale wpadka”, poprzez głośny tym razem wydech (na bank chodzi na jogę), któremu towarzyszyła już mina numer dwa: "co jej wkręcić?”’, aby zakończyć na debilnym jąkaniu się. – Yyyy... Nooo tak, ale wiesz, bo ja akurat... – Zamknij się! – przerwałam mu tę nieudolną próbę kompromitacji, lapidarnie i stanowczo. Wystarczyło. ...
... Popatrzył na mnie z litością czy też zażenowaniem, pogłaskał mój policzek, po czym się przysiadł i zamówił drinki. Bez pytań, bez prób tłumaczenia się i bez zbędnego pocieszania – ineteligentny facet. Wiedział… wszyscy wiedzieli, ja również wiedziałam. Tym właśnie sposobem przyjaciel mojego wroga i mój dotychczasowy wróg stał się od dziś moim przyjacielem (po tym zdaniu Fredro mógłby czyścić mi buty). Czas mijał niezwykle przyjemnie, a drinki płynęły... jeden po drugim. Rozmowa się kleiła, śmiech czy też niekontrolowany chichot “rwał się z piersi”, nie rozrywając na szczęście moje i pobliskiego otoczenia, mojej sukienki. Janek, o dziwo, był bardzo miłym towarzystwem na ten wieczór. Być może natura nie obdarzyła go zbyt wieloma atutami, skąpiąc mu wzrostu i muskulatury Adonisa czy innego Spartakusa, żłobiąc przy okazji niewielkie zakola na czole, ale potrafił to rekompensować ujmującym uśmiechem, oraz urokiem osobistym. Roztaczał go niczym chmurę najlepszych perfum, nie żałując nikomu. Kobiety za nim przepadały. – Muszę do toalety... chyba – dwie godziny i sporo przyjętego płynu dawały o sobie znać. Próbowałam zejść zgrabnie ze stołka, nie łamiąc sobie przy tym nic i nie pokazując zbyt wiele, ale moja niezdarność musiała wreszcie się "obudzić". Obcas zachwiał się niebezpiecznie i runęłam wprost w ramiona towarzysza mej dzisiejszej niedoli. Czas się na chwilę zatrzymał. Otuliło mnie dziwne ciepło, przyjemny zapach, jego oddech gdzieś na policzku. Uniosłam ...