-
Saga o gwiezdnej kobiecie, czyli wyznanie…
Data: 18.10.2023, Kategorie: wojna, smutek, kochanka, wspomnienia, samobójstwo, Autor: Agnessa Novvak
... się o wiele za daleko, Maryna tylko podziękowała za spotkanie i życzyła wszystkiego dobrego. Wyjątkowo chłodnym tonem. Po czym wyszła, nawet nie odwracając się w progu. Po prawdzie czułam się po tym gorzej, niż gdyby mnie zwyzywała i odsądziła od czci, wiary oraz godności. Przynajmniej wtedy wiedziałabym jasno, że według niej postępowałam źle. A tymczasem znów zostałam sama ze własnymi problemami, bo na dyskusję ani z Hesią, ani tym bardziej jej siostrą już się nie zdecydowałam. Nawet się z nimi nie zobaczyłam, tylko po cichu podpisałam wszystkie dokumenty odnośnie pracy oraz mieszkania, zapakowałam rzeczy na wynajętą ciężarówkę i tyle mnie widzieli. Nie było mnie na Śląsku zaledwie niecałe dwa lata, a chwilami miałam wrażenie, jakbym powróciła do zupełnie innego świata. Niby z pozoru wszystko wyglądało podobnie, zaś codzienne życie toczyło się własnym rytmem, jednak atmosfera wyraźnie gęstniała. Wiosną Adolf definitywnie doprowadził do tego, na co tchórzliwe zachodnie mocarstwa pozwoliły mu w Monachium jeszcze jesienią, czyli zagarnął całą, leżącą przecież tuż obok Czechosłowację. Jakby tego było mało, głośne majowe przemówienie ministra Becka de facto tylko potwierdziło najgorsze przewidywania największych pesymistów – a może po prostu realistów? – że wojna zbliża się wielkimi krokami. Czy komuś się to podobało, czy nie. Nim jednak padły pierwsze strzały, pomiędzy wieloma nie tylko znajomymi, ale nawet członkami rodzin rozgorzały na nowo tlące się w ukryciu ...
... zaszłości. Bo ten czuł się bardziej Polakiem, tamta Niemką, a jeszcze inny stawiał rozumianą w taki czy inny sposób „śląskość” ponad wszystko, opowiadając się za jak największą autonomią całego regionu, rozdartego aktualnie pomiędzy dwa zwaśnione państwa. Do tego dochodziły narastające napięcia z całkiem liczną gminą żydowską, która z wiadomych powodów obawiała się hitlerowskiego najazdu. W efekcie jakiekolwiek głosy zdrowego rozsądku – zwłaszcza wypowiadane przez podobnych mnie goroli – były momentalnie zadeptywane przez wszystkie skonfliktowane strony. W pewnym momencie doszłam do mało budującego wniosku, że mój przyjazd tutaj był błędem, jednak nie zdążyłam już tego zmienić. Zresztą dokąd miałabym uciekać? Do kogo zwrócić się o pomoc? Miałam znów rzucić wszystko i zaczynać życie na nowym miejscu, nijak nie mając pewności, że tam będzie „lepiej”? Ostatecznie więc zostałam na miejscu, zainstalowana w niewielkim i skromnie urządzonym, lecz całkiem przytulnym mieszkanku w oficynie jednej z kamienic. Żywiąc szczerą nadzieję, że jakoś się wszystko poukłada. Tymczasem nadzieja okazała się, jak to zwykle, matką głupich. Wojna jako taka skończyła się dla mnie tak naprawdę zanim w ogóle zaczęła, przechodząc po ledwie kilku dniach lokalnych starć w regularną okupację. Co nie znaczyło, że nagle odetchnęłam i przestałam się bać. Wręcz przeciwnie – wystarczająco wiele słyszało się o aresztowaniach, grabieżach i przede wszystkim egzekucjach, by z choćby cieniem nadziei patrzeć w ...