-
Schody do nieba (II). Święty ogień
Data: 05.11.2023, Kategorie: sekta, nieznajomy, Autor: Man in black
Piątki nigdy nie są zbyt pracowite. Nie dlatego, że taka jest natura piątku. Jest tak, ponieważ Adam tego chce. To on ustala swój kalendarz. Są oczywiście wyjątki. Od każdej reguły są wyjątki. Jednak ten piątek jest taki, jak należy. Rano na biurku znajduje świeżą gazetę. Jeszcze pachnie farbą drukarską. To przypomina mu zapachy z dzieciństwa, kiedy jego ojciec siadał w kuchni, rozkładał gazetę i nie wstawał, dopóki nie przeczytał wszystkich wiadomości sportowych. Robił tak, kiedy pracował na drugą zmianę, a czytał wyłącznie wiadomości sportowe, ponieważ w tamtych czasach inne wiadomości stanowiły komunistyczną propagandę. Ledwie zagląda na drugą stronę, wchodzi niezawodna asystentka, która stawia na biurku filiżankę kawy. Niemal natychmiast czuć w powietrzu przyjemny zapach. Kawy i damskich perfum. Adam łapie za filiżankę i już zamierza spróbować, kiedy uświadamia sobie, że dziewczyna stoi z zakłopotaną miną. – Coś się stało? – Nie nic, po prostu... Bianka była bardzo zadowolona z waszego spotkania. Chciałam panu podziękować, że dał jej pan pieniądze. – Nie ma sprawy. Czego się nie robi dla dobra śledztwa – puszcza oko do współpracownicy jednak kiedy ta jest już w połowie drogi do swojego pokoju, rzuca za nią – Pani Kingo – dziewczyna odwraca się – jeśli pani ma jakieś pasje, mogę wesprzeć również panią. – Panie dyrektorze... – asystentka odwraca się obrażona, choć mężczyzna wyczuwa, że tym razem jest w jej zachowaniu więcej gry niż autentycznego ...
... oburzenia. Obserwuje, jak wychodzi. Patrzy, jak kołysze biodrami, jak pracują jej pośladki pod ciasną, opiętą spódniczką. Zerka na jej łydki i białe rajstopy. Są tak samo białe, jak jej włosy. Uśmiecha się do własnych myśli. Kawa smakuje wybornie, sięga po gazetę. Dzień mija spokojnie. Płynie swoim rytmem. Kilka telefonów, dwa spotkania i może dziesięć maili. Z tego jedynie cztery naprawdę istotne. Zerka na zegarek. Jest siedemnasta. W zasadzie godzina dobra jak każda inna. Zamyka laptopa i zakłada marynarkę. Zamyka również drzwi gabinetu i zatrzymuje się przy biurku, przy którym siedzi Kinga. – Mamy piątek weekendu początek – rzuca wyświechtanym tekstem. Dziewczyna spogląda na zegarek. Wygląda na zaskoczoną, choć trudno powiedzieć czym, że jest tak wcześnie, czy późno? – Nie idzie pani do domu? – W zasadzie... wolałabym jeszcze popracować. – A może wolałaby pani pójść ze mną na drinka? – Asystentka nie powinna umawiać się ze swoim szefem – mówi, jakby cytowała jakiś nieznany mu kodeks asystentek. – Jeszcze słowo i panią zwolnię. Wtedy będę mógł panią wyciągnąć na drinka? – Mam narzeczonego, pamięta pan? – Cóż, życzę udanego weekendu – przynajmniej spróbował, ostatnio odnosił wrażenie, że lody między nimi nieznacznie kruszeją. Wiadomo, kropla drąży skałę. Przynajmniej z taką nadzieją wychodzi na korytarz. Wiatr pogania go w drodze do samochodu. Jest chłodno, sypie drobny zacinający w oczy śnieg. Miniaturowe płatki są jak igły. Jakby ktoś sypał piaskiem ...