-
Schody do nieba (II). Święty ogień
Data: 05.11.2023, Kategorie: sekta, nieznajomy, Autor: Man in black
... fantazji. – Dzień dobry – przygląda się ekspedientce – interesują mnie dawne kulty indyjskie. Wyraz twarzy kobiety zmienił się, mężczyzna zauważa to błyskawicznie. Sprzedawczyni daje mu znak dłonią, jakby chciała powiedzieć, zaczekaj pan. Odwraca się w stronę, gdzie znajduje się lada. – Tomek, chodź no tutaj prędko. Po chwili z zaplecza wychodzi młody chłopak w czerwonej koszuli flanelowej i watowanym bezrękawniku. Na szyi widać część tatuażu. Adam nawet nie pomyślałby, że to pomieszczenie ma również zaplecze. Przez głowę przelatuje mu bezużyteczna myśl, że w normalnym mieście czynsz za taki lokal wynosiłby fortunę, nawet na dworcu kolejowym. Tutaj pewnie jest inaczej. To miasteczko widmo. – Wychodzę. Zamkniesz dzisiaj, tylko żeby ci nie przyszło do głowy ulotnić się wcześniej. – Dobra, dobra – chłopak rzuca lekceważące spojrzenie mężczyźnie, odwraca się i zajmuje miejsce na koślawym krześle za ladą. – Masz jeszcze pięć paczek do spakowania, nie zapomnij – instruuje go właścicielka. Wytatuowany sprzedawca nie sili się na odpowiedź, tylko kiwa głową. Kobieta daje znak swojemu gościowi i wychodzą z antykwariatu. Dyrektor nie jest pewny czy to właściwy status dla tej speluny. Na zewnątrz otwiera kobiecie drzwi. Jego pasażerka wygląda nieszczególnie. Na głowie ma kolorową wełnianą czapkę. Jej dziwaczna kurtka sprawia wrażenie, że jest korpulentna. Do tego spodnie, które całkowicie zatracają figurę. Do jej szarej i nijakiej fizjonomii nie pasuje tylko ...
... głos. Świat jest pełen sprzeczności. Prowadzi samochód zgodnie ze wskazaniami. Teraz to palec sprzedawczyni staje się jego nawigacją. Skręć tu, skręć tam. Okazuje się, że cel znajduje się zaledwie cztery kilometry dalej. To osiedle domków jednorodzinnych. Stare wille już dawno straciły swój blask. Widać to również po samochodach zaparkowanych gdzieniegdzie na chodniku. Zatrzymują się przy jednym z domów. Kobieta wysiada i otwiera bramę. Siłuje się z nią chwilę, po czym samochód wtacza się na podjazd. Właścicielka antykwariatu prosi go, żeby wjechał głębiej na podwórze. Widocznie nie chce, żeby ktoś widział kujące w oczy wielkie audi. Jeszcze chwila na otwarcie drzwi. Kobiecina otwiera jeden zamek, drugi i kiedy mężczyzna myśli, że już skończyła, ta zabiera się za trzeci zamek. Jakby wchodzili do skarbca. W środku rytuał się powtarza. Tym razem drzwi są zamykane. Zdejmują kurtki w chłodnym przedsionku. Gospodyni prowadzi swojego gościa w głąb domu. – Zapraszam do stołowego, proszę mi dać pięć minut. Zaraz do pana przyjdę. Kiedy kobieta znika, Adam wchodzi do środka. W rogu stoi piec kaflowy. Brązowe kafle lśnią w sino-szarym blasku dnia. Pod oknem znajduje się stół i cztery krzesła. Na podłodze wypłowiały dywan. Tapczan po przeciwległej stronie. Ściany dawno już nie były malowane. Gość zamyśla się nad nazwą. Stołowy, to jakby miało się tutaj znajdować od cholery stołów. Bawi go ta idiotyczna myśl. Nie podchodzi do stołu. Jest chłodno, a jego uwagę zwraca piec. ...