1. Gdzieś u wybrzeży Andamanów (I)


    Data: 21.11.2023, Kategorie: nieznajomy, Podglądanie bezludna wyspa, Autor: Wenna

    ... zalewany przez strugi deszczu. W ciemnościach, przerywanych tylko zygzakami błyskawic, widziała sylwetki ludzi biegających w panice tam i z powrotem. Ktoś krzyczał przez megafon coś o szalupach ratunkowych, ale wśród ogólnego zdezorientowania, nikt nawet nie zwracał na to uwagi. Przez chwilę stała zdezorientowana na środku pokładu, a potem jednym zrywnym skokiem rzuciła się do najbliższej szalupy, która w większości była zapełniona przez niewątpliwie szanujących się dżentelmenów, którzy w pogardzie mieli życie bezbronnych kobiet oraz dzieci.
    
    I to by było na tyle. Lena została brutalnie popchnięta przez tłum, uderzyła głową o barierkę, straciła przytomność i wypadła za burtę.
    
    – Żyjesz? – usłyszała znajomy baryton i uchyliła powieki. Za chwilę je zamknęła, bo ostre, południowe słońce brutalnie zaatakowało jej zbolałe oczy.
    
    Jeśli Felix spodziewał się entuzjastycznego zachwytu ze strony kobiety, to srogo się rozczarował. Lena mruknęła jedynie coś niewyraźnie i nawet nie zmieniła pozycji, cały czas leżąc na wznak na kołysanym przez morskie fale, niewielkim, pomarańczowym pontonie. W rzeczywistości całe ciało miała niemiłosiernie poobijane, w ogóle nie wspominając już o głowie, która boleśnie pulsowała w rytm przepływającej przez skronie krwi. Tymczasem mężczyzna przemieścił się na pontonie w taki sposób, że jego cień padał na głowę Leny, co dało jej jako taką ulgę.
    
    – W sumie to uratowałem ci życie, moja droga. Nie sądzisz, że należy mi się chociaż zdawkowe ...
    ... „dziękuję”?
    
    – Dzięki – mruknęła półprzytomnie Lena i spróbowała wstać do pozycji siedzącej. Być może Felix nie był wybawcą idealnym, ale przynajmniej wykazał się odrobiną troskliwości, ponieważ przytrzymał jej ramiona i nakazał, żeby leżała spokojnie.
    
    – Dobra, dobra, nie tak prędko. Założę się, że chcesz wiedzieć jakim to paskudnym zrządzeniem losu trafiliśmy na tę samą łajbę, hmm? – i nie czekając na potwierdzenie z jej strony, zaczął opowiadać. – Zakładam, że pamiętasz to, jak walnęłaś się w głowę, wykazując, tak już zupełnie na marginesie mówiąc, zupełny brak jakichkolwiek resztek zdrowego rozsądku wychylając się przez barierkę i wypadłaś za burtę. W sumie dalszy ciąg wydarzeń mogłabyś sobie dopowiedzieć sama, ponieważ ja, nie bacząc na to jak mnie potraktowałaś wcześniej, skoczyłem za tobą i wciągnąłem cię na ten piękny ponton i teraz musimy wzajemnie znosić swoje towarzystwo.
    
    Lena jęknęła cicho i teraz już zdecydowanie usiadła na rozchwianym pontonie. Delikatnie uniosła ręce do głowy i pod palcami poczuła miękki materiał. No tak… jej wybawca ściągnął koszulę, prezentując przy okazji całkiem niezłą muskulaturę, robiąc jej prowizoryczny opatrunek. Jej wzrok prześlizgnął się mimowolnie nieco niżej i dostrzegła spore wybrzuszenie w okolicach krocza współtowarzysza podróży. Nadal nic nie mówiąc, przeniosła wzrok na jego twarz. Trochę się zmieszał, co odebrała z niemałym zdziwieniem. Uśmiechnął się krzywo i skrzyżował ręce na piersi.
    
    – No co? Jesteś prawie naga… i twój strój ...
«1...345...»