1. Gdzieś u wybrzeży Andamanów (I)


    Data: 21.11.2023, Kategorie: nieznajomy, Podglądanie bezludna wyspa, Autor: Wenna

    – Doskonale widziałam, jak pan chowa moją bransoletkę do kieszeni! – krzyknęła rozczochrana kobieta w ogniście czerwonej sukience, marszcząc ciemne brwi i strzelając gromami z przeszywająco błękitnych oczu.
    
    Wysoki mężczyzna w garniturze parsknął tylko krótkim, drwiącym śmiechem i podniósł szklankę ze szkocką, w niemym, ale szyderczym geście toastu.
    
    – Och tak, a teraz sprzedam ją za grube miliony i do końca życia będę leżeć na plaży – zakpił, unosząc ironicznie kącik ust. Tak samo ironiczny był jego głos. Ciepły i lekko zachrypnięty baryton.
    
    Kobieta oparła się lekko o bar, zaciskając z całej siły pięści.
    
    – Może nie jest to bardzo cenne, ale dla mnie ma wartość sentymentalną – odparła z dumą i odrzuciła na plecy bujne, gęste włosy w kolorze starego złota.
    
    Mężczyzna zmierzył ją spojrzeniem. Gdyby nie to, że na wstępie uznał ją już za rozchwianą emocjonalnie histeryczkę, określiłby ją jako kobietę niewątpliwie zwracającą uwagę. Dość wysoka, o kształtach greckiej bogini, pełnych ustach i niewiarygodnie pięknych oczach. Chwyciła teraz kieliszek i wypiła do końca swoje wytrawne wino. Ręka lekko jej drżała i widać było, że jest roztrzęsiona. Zaczerpnęła właśnie powietrza, żeby wznowić tyradę i zastygła, z ustami ułożonymi w ładne czerwone „o”. Dlaczego?
    
    Barman, który z rozbawieniem obserwował całe zajście wyciągnął właśnie rękę, wyjął coś z pustej szklanki po soku pomarańczowym, który wcześniej sączyła i zadyndał jej przed nosem rzekomo skradzioną bransoletką.
    
    – ...
    ... I co? Mogłaby mnie pani przeprosić za to hańbiące pomówienie – mruknął mężczyzna przy barze, wychylając do końca swoją whiskey. – Nie lubię, kiedy ktoś mnie bezpodstawnie oskarża i dodatkowo kłamie w żywe oczy – powiedział ostrzej.
    
    Popatrzyła na niego z urazą. Oczywiście. Znała już takich zimnych skurwysynów. Nienagannie skrojony garnitur, drapieżne spojrzenie i elegancja dzikiego kota. Poza tym stalowe oczy, seksowny zarost i szerokie ramiona. Emocje tak w niej buzowały, że miała ochotę brutalnie zetrzeć z jego twarzy ten okropny uśmieszek. Oczywiście, przyczyniło się do tego także, to, że się niewątpliwie ośmieszyła.
    
    – Nie będę się panu tłumaczyć! – syknęła, chwyciła bransoletkę i szybkim krokiem opuściła lokal. Mężczyźni w barze wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym ten w garniturze zamówił kolejną whiskey. Kobiety… Nie ma co się przejmować, jutro wypływa w rejs, pomyślał. Był bardzo zadowolony z tego zbiegu okoliczności, w którym biznes łączył się z jego zamiłowaniem do podróży.
    
    Dobrze, że wyszła na świeże powietrze. Nie wytrzymałaby tam ani chwili dłużej. Była roztrzęsiona. Zapewne dlatego, że cholernie bała się jutrzejszego rejsu. Miała płynąć na ślub przyjaciółki do Tajlandii (który, notabene, i tak miał się odbyć za miesiąc) i choć mogła wybrać szybszą opcję, czyli podróż samolotem, wolała statek. Pewnie dlatego, że panicznie bała się wysokości. A dlaczego była roztrzęsiona? Ponieważ miała płynąć ze znajomym, który ją w ostatniej chwili wystawił. Nie ...
«1234...7»